Rollin’ on the river
Uff, to był ciężki koncert. Z początku pomyślałem sobie, że ta kapela swoje najlepsze lata ma dawno za sobą, bo średnia wieku stoi dość wysoko, ale gdy zaczęli grać okazało się, że szatan nie patrzy na wiek
. Mocne granie i melodyczne riffy w starym stylu, nawiązania do hard-rock-blues’a, dość “klasyczny” wokal tzn. oscylujący gdzieś w okolicach AC/DC czy Deep Purple (czyli dość wysoko śpiewane) ale jednocześnie ostry i szorstki niczym Motörhead. Łezka mi się zakręciła w oku, bo wspomniały mi się lata, gdy ‘jaraliśmy się’ kasetami Acid Drinkers, Illusion czy Body Count. Jednocześnie uświadomiłem sobie bolesną prawdę ile to już lat minęło od tego czasu
Z tymi latami, to akurat marudzę sobie, ale raz na jakiś chyba trochę można
Ogólnie uważam, że Qbek to naprawdę dobra kapela, która naprawdę potrafi ruszyć tłum (co widać na kilku fotkach). Charyzmatyczny wokalista, dobre techniczne granie i styl, który kręci zarówno młodych jak i starszych. Jedyne do czego bym się przyczepił, to mało zaangażowania ze strony sekcji rytmicznej – grają świetnie, ale trzeba się jeszcze trochę ruszać Panowie! Druga sprawa to brak autopromocji – Panowie, może jakaś stronka czy chociaż profil na myspace.com? Na YT raptem dwa filmiki w fatalnej jakości, może przydałby Wam się jakiś menadżer?
Zdjęcia w jakości jak widać – było naprawdę cholernie ciemno, padał deszcz, a jedyna mała lampka na żarówkę wisiała… za plecami wokalisty. Stąd też szumy i poruszenia, ale z drugiej strony wypucowane i śliczne fotki z koncertu rockowego to byłoby jak miód do papryki pepperoni, moim zdaniem niebardzo pasuje. Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się oddać klimat (choć 50mm x crop 1,5 to nie jest to co najbardziej się nadaje do klaustrofobicznego baru, ale na 18mm mam tylko f3,5 a z takim światłem nie poszalejesz – 1,7 ledwie dawało radę).

















Gorce 2009, c.d. #3
Pod słońce znów, strasznie dziwne się robią zdjęcia jak słońce się umieści w kadrze, w sensie, że rozłażą się dziwne kolory po kadrze, to chyba soczewka rozszczepia światło na składowe, być może przy takim kącie powłoki SMC dokładają coś od siebie. Mam ostatnio jazdę na takie udziwnienia
Gorce 2009, c.d. #2
Kolejne, na raty, bo czasu mało (ale kończę wreszcie książkę czytać). Nie wiedziałem które wybrać, to skleiłem dwa w jedno.

Gorce 2009, c.d.
Na raty będzie musiało być niestety, przykro mi, ale z czasem kiepsko. BTW. przegapiłem wpis numer 100, trzeba będzie poczekać z fetą do #200.
Widok z Czarnej Góry, naprawdę cudownie to wygląda w trzech wymiarach, tu niestety trzeci musicie mi uwierzyć na słowo
Chyba nie muszę mówić co widać w tle

Gorce 2009
W sumie do prawie ostatniej chwili nie wiedziałem, czy uda mi się załatwić wszystko, żeby móc jechać, potem miałem trochę problemów z PKSami (zresztą nie tylko ja, bo ludzie z którymi jechałem mieli wątpliwą przyjemność nocowania na łódzkim dworcu PKS, acz u mnie to była głównie ) ale na raty udało się dojechać. Na razie zdjęcia leżą na dysku, w wolnej chwili przygotuję jakąś relację, na razie jedna jaskółka, szczątkowa obróbka. Trochę ciężko było utrafić w kropelki jak się nie ma ani autofocus’a ani liveview, ale jak widać to nie aparat robi zdjęcie tylko głowa i ręka.

Isaac Hayes
Isaac Hayes (1942-2008) – piosenkarz, kompozytor, aktor. Właśnie się dowiedziałem, że zmarł w sierpniu 2008. Jest ikoną popkultury najwyższej klasy, od lat 70-tych nagrał jakieś 25 płyt, zagrał w kilkudziesięciu filmach i był autorem muzyki do kilkunastu. Można śmiało powiedzieć, że współtworzył charakterystyczny styl disco lat 70-tych, np. w filmie ‘Shaft’ z 1971 (nominacja do Oskara za muzykę i Oskar za tytułową piosenkę) odświeżony w 2000 do nowej wersji filmu. Był autorem głosu w dialogach oraz kompozytorem i wykonawcą piosenek Chef’a z South Park (czym zrobił niesamowity skok pokoleniowy i stał się idolem zarówno rodziców jak i ich dzieci!). Moim zdaniem jedna z najbardziej inspirujących postaci w historii popkultury, fragmenty jego utworów wciąż gdzieś słyszę jako sample, charyzmatyczny styl i głos oraz charakterystyczny image i w pełni zasłużony tytuł ‘Black Moses’, 16 lat temu zasiadł w Rock and Roll Hall of Fame.
O ścieżkach rowerowych, częściach wspólnych zbiorów i zmienianiu świata
Dowiedziałem się ostatnio ciekawej rzeczy o ścieżce rowerowej, którą codziennie jeżdżę do pracy. Otóż zacząć by należało od zwrócenia uwagi na fakt, że ścieżką rowerową do końca nie jest – wydzielone pasy na jezdni z namalowanymi symbolami rowerów oraz znaki pionowe informujące, że nie jest to ścieżka rowerowa. Jak to możliwe? Ścieżka została wyznaczona bez konsultacji z mieszkańcami, którzy to mieli o ten fakt wielkie pretensje, więc w związku z licznymi protestami “lokalnej społeczności” wycofano się z decyzji i postawiono w.w. znaki. Super. Zastanawia tylko fakt, czemu ci ludzie protestowali przeciwko tym ścieżkom gdy w innych miejscach ludzie urządzają pikiety, żeby wymusić na władzach uruchomienie takich właśnie ścieżek? Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem żeby się domyślić, ze chodzi m.in. o parkowanie aut na ulicy (choć ci ludzie akurat mają tam podwórka, ale pewnie się wjeżdżać nie chce).
Przypomniało mi się wiele tego typu sytuacji – apele o utworzenie obwodnicy (np. słynnej Augustowa), potem protesty mieszkańców okolic, gdzie ta obwodnica miałaby przebiegać, legendarne już narzekanie kierowców na wąską zakopiankę i protesty górali przeciwko jej poszerzaniu, wreszcie protesty ekologów (nie tylko Rospuda) związane z brakiem akceptacji miejsc budowy dróg. Ostatnio w tym samym wydaniu wiadomości miałem okazję oglądać reportaże z miejsc gdzie protestowali zwalniani pracownicy zamykanych fabryk oraz protesty pracowników fabryki samochodów na “F”, którym to w związku z dużym zainteresowaniem samochodami tej marki kazano pracować w niedzielę. O ile jestem za ekologią, to obecnie też zaczyna to zjadać własny ogon – jednocześnie protestuje się przeciwko budowie elektrowni atomowych a w tym samym czasie buntuje się przeciwko planom budowy zalewu i elektrowni wodnej (na terenach, które nie są nawet parkiem krajobrazowym i nie mają wartości ekologicznej większej niż każdy inny las w Polsce). Dziwi fakt, że jedynymi w miarę akceptowanymi przez ekologów elektrowniami są te węglowe, które nota bene najbardziej zatruwają środowisko i są głównymi domniemanymi przyczynami domniemanego efektu cieplarnianego (piszę o domniemaniach, ponieważ nie jestem przekonany co do całej tej afery, były w historii naszej planety zlodowacenia, były też okresy bardzo ciepłe. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale choćby przez nasz kraj kiedyś przewalił się lodowiec a potem się roztopił, nie było tam przecież fabryk).
Podobnie jest niestety z naszą uczciwością, każdy deklaruje, że chciałby żeby w tym kraju było uczciwie a jak postępujemy kiedy nadarza się okazja wszyscy wiedzą. Tłumaczy się, że po wojnie i za komuny tak właśnie trzeba było postępować, ale nikt nie wie ile jeszcze lat będziemy komuną czyścić własne sumienia. 20 lat po wydarzeniach roku 1989 zaczyna mnie to już trochę irytować.
W gruncie rzeczy, to podsumowując przyszła mi na myśl ciekawa teoria – uogólniając: wszyscy chcieliby, żeby wszystko się w tym kraju zmieniło, najlepiej na lepsze. Równocześnie nie zauważamy zmian, które ostatnio miały miejsce (co już jest inną historią), co najgorsze – sami niewiele tych zmian wnosimy. Wychodzi na to, że pojęcie “wszyscy” dla typowego Polaka oznacza “wszyscy oprócz mnie”. Stosując pseudo-matematyczny zapis funkcji wszyscy(ja) = wszyscy-ja gdzie ‘wszyscy’ jest funkcją (przyporządkowaniem), ‘ja’ argumentem a prawa strona jest zbiorem wartości. Jeśli uogólnimy i wyciągniemy część wspólną takiego zbioru dla każdego, to okaże się, że jeśli każdy siebie samego wyklucza ze zbioru wszystkich, to …
wszyscy(wszyscy)= wszyscy-wszyscy=nikt
I myślę, że to poprawny wniosek, bo jeśli każdy czeka aż ktoś inny coś zrobi, to w końcu nikt nie zrobi nic, a przecież tak wiele możemy zrobić, choćby przez zwykłą ludzką uczciwość i uczynność. Żeby np. ten film przestał tak dobrze opisywać naszą mentalność.
Musisz to zobaczyć…
… bo przyda się nie tylko jest jest się maniakiem Flickr’a, gdyż ma jeszcze kilka innych zastosowań. Nadaje się np. do przeglądu aktualnych wydarzeń i zdjęć oraz filmików z nimi związanych, jeśli wolisz taki rodzaj akceleracji informacji (od słuchania głupot we wiadomościach i innych faktach). Na pewno warto wspomnieć o opcji filtrowania materiałów wedle kryteriów tematycznych. Mowa o Cooliris. Cooliris to rozszerzenie (plugin) do Firefoksa dający nieco inny sposób przeglądania sieci. Bardzo podobny efekt pojawił się w linuksowym menadżerze okien Compiz’ie a ogólnie wywodzi się gdzieś z Apple’a (makowcy lubią takie świecące szajny-buttons-glow bajery). O ile sama idea wyglądu nie jest niczym nowym to zastosowanie jej do przeglądania sieci jest nowa. Przede wszystkim świetnie nadaje się – jak już wspominałem – do przeglądania Flickr’a Nie trzeba przerzucać stron, po prostu suniemy sobie wzdłuż ściany zoomując co ciekawsze zdjęcia. Jest też moduł przeglądania aktualności, zdjęcia i wideo, takie tam, najlepiej zobaczyć samemu.
O ile sama aplikacja nie jest jakąś nowością (nazywam to aplikacją, gdyż w zasadzie jest samodzielnym tworem, który w gruncie rzeczy mógłby działać niezależnie) to piszę o niej, gdyż niedawno dorobiła się linuksowej wersji (nareszcie). Działa tak samo dobrze i wydajnie jak pod Windows (gdyż angażuje zupełnie ignorowaną do tej pory – poza grami – moc karty graficznej).
Instalacja jest dziecinnie prosta i szybka, a cała aplikacja ma tak banalnie prostą obsługę, że poradziłby sobie z nią średniorozgarnięty (tak, wiem, pisze się osobno, ale czasem lubię inaczej) szympans.
Co tu dużo gadać, po prostu zapraszam do sprawdzenia, naprawdę fajna rzecz. Poza tym im więcej ludzi będzie pobierać i instalować tym większa szansa, że wkrótce będą obsługiwane kolejne serwisy (może i wordpress).







