Ubuntu 9.10
Tak, blog świeci pustkami, ostatnio pochłaniają mnie aktywności innego typu, na fotografię niestety czasu brak, ale pewnie prędzej czy później wrócę a na pewno już wkrótce pojawią się spontaniczne inicjatywy. Zasadniczo nie stawiam sobie za cel regularności publikowania zdjęć, bo bieganie z aparatem i językiem do kolan “muszę zrobić fotkę na bloga koniecznie dzisiaj, bo od trzech dni nic nie wrzucałem” sensu moim zdaniem nie ma żadnego. Fotografia musi wynikać z wewnętrznej inspiracji, której chwilowo nie posiadam, zdarza się, nic na siłę.
Tymczasem miałem wątpliwą przyjemność przetestować nowy system Microsoft’u , co prawda była to “zaledwie” wersja RC (release candidate) – czyli kandydat do wydania, powinno być wszystko ok, ale może się coś zdarzyć – tutaj zdarzyło się wiele, za wiele ale w mojej opinii poza dodanymi sterownikami do nowych urządzeń i zmienionym wyglądem nie przynosi on za wiele nowości i ogólnie nie grzeszy użytecznością. Jednak żeby nie być stronniczym – ściągam też wirtualną wersję oficjalnego wydania, może będzie lepiej (<-nie było). Tymczasem na moim dysku pojawiło się najnowsze wydanie Ubuntu. Stary dowcip mówi, że Ubuntu w afrykańskim narzeczu znaczy tyle co “Debian mi nie działa” ale prawda jest taka, że ja używam Ubu gdyż nie chce mi się grzebać w systemie, to po prostu działa i robi to co system operacyjny ma robić – pozwala mi korzystać z internetu, komunikatora, multimediów (muzyka, filmy, obróbka zdjęć etc.)
Instalowanie systemu należy oczywiście zacząć od ściągnięcia instalki, wchodzimy na ubuntu.com (lub ubuntu.pl) wybieramy serwer i czekamy aż 700MB przepchnie się przez łącza. Polskie serwery radzę omijać szerokim łukiem, patriotyzm w tym momencie może być bolesny, u mnie nawet z Uzbekistanu szło szybciej
Polecam natomiast USA czy Niemcy, można nabawić się obrazu instalacyjnego w niecałą godzinę ![]()
Powyższy fragment został napisany miesiąc temu, jak ten czas szybko leci. Miał tu być okraszony obrazkami z instalacji post wychwalający pod niebiosa jakie to Ubuntu jest wspaniałe, acz niestety w moim odczuciu zaczyna się dziać nienajlepiej – spośród różnych dystrybucji Linuksa Ubuntu charakteryzuje się zawsze dużą ilością nowych wersji pakietów w oficjalnym repozytorium. Zaczęło się to chyba (zarówno tendencja do wrzucania nowości do repo jak i w ogóle popularność Ubu oraz wzrost popularności samego Linuksa) gdzieś w okolicy powstania projektu Compiz. We wczesnych wersjach instalacja Compiza nie należała do najprostszych (właściwie kompilacja a nie instalacja) więc potrzebny był system, który posiadałby po zainstalowaniu od razu skompilowanego Compiza. Było to gdzieś bodajże na przełomie 2006-2007. Pamiętam, że sam zainteresowałem się Ubuntu właśnie dlatego, że miało domyślnie skompilowane paczki. Jak sam numer wskazuje w okolicy wersji 0.6 stabilność była taka sobie i na forach była powódź postów typu: “nie działa mi Compiz”, słynny problem ze znikającymi górnymi paskami okien etc. Ale była też powódź nowych użytkowników. Każdy chciał mieć prawdziwy pulpit 3D.
Jak to już od tej pory się utarło, że Ubu ma w repo świeże cuda wianki i tu się właśnie zaczynają schody – Compiza i tak zawsze po 15 minutach zabawy z kostką wyłączam, bo choć piękny, to na dłuższą metę jest (to tylko moja subiektywna opinia) bezużyteczny, natomiast innych nowości pozbyć się już nie tak łatwo – od chwili gdy Pulseaudio zastąpiło starą dobrą Alsę co wydanie na forach są setki (jeśli nie tysiące) tematów “nie działa mi dźwięk”, u mnie dźwięk teoretycznie działa, ale w praktyce nie jest tak kolorowo (raz na kilka minut coś przerywa, trzeszczy itp).z jednej strony podobne problemy miałem wcześniej z WiFi i okazało się, ze wystarczy zmienić kartę na nowszą, bo stara nie jest dobrze obsługiwana (na pewno nie pomaga w tym fakt, że zawsze mam urządzenia dziwnych i dość orientalnych producentów) oraz z kartą graficzną – tu niestety ATI regularnie daje ciała wypuszczając dziwne sterowniki, również wystarczyło zamienić kartę na analogiczny model NVidii – tam jak sięgam pamięcią wstecz gdzieś z 7 lat wstecz sterowniki zawsze były i są wyśmienite.Z drugiej jednak strony z Alsą nigdy nie było problemów, zarówno jakość dźwięku jak i możliwości dodatkowe (np. odtwarzanie z kilku źródeł na raz) były na bardzo wysokim poziomie. Nie potrzebuję faktu, że Pulseaudio ma jakieś cudowne miksery setek kanałów naraz i konfigurowanie urządzeń w locie. Chcę żeby dźwięk po prostu grał. Przełączyłem się na kartę dźwiękową zintegrowaną w płycie głównej, ale tam dla odmiany regulacja głośności powodowała inną zmianę głośności w przednich a inną w tylnych głośnikach i nijak nie było można tego skorygować. Skutkiem czego jak było ściszone, to balans ucieka na tył, zgłośnione – na przód. W starszym Ubu 8.4 problem rozwiązałem deinstalując Pulseaudio i instalując Alsę, ale tutaj po podmianie Pulseaudio na Alsa system w ogóle nie widział serwera dźwięku. Myślę, że muszę po prostu zmienić kartę na jakąś „normalną” bo ta, którą mam, to jakieś stare cudo. Podczas eksperymentowania z dziesiątkami ustawień i opcji (bo tych akurat nie brakuje, to na plus dla Linuksa) strasznie irytujący stał się fakt, że żeby zmienić rolką głośność od 0 do 100% trzeba się nią dość sporo nakręcić, dawniej wystarczyło ok. 3 razy przesunąć palec po rolce myszy.
Kolejne irytujące fakty to nowy Amarok (2) – dla mnie wersja totalnie nietrafiona, w zamian za jakieś plasmoidalne (patrz wiki:KDE) panele zabrali podstawowe funkcje takie jak np. kolejkowanie a playlista mieści maksymalnie 255 utworów. To na szczęście łatwo rozwiązać instalując wersję 1.4. Brak Pidgina w repozytorium można uzasadnić kwestią gustu (i doinstalować w kilka chwil) ale dlaczego po jego zainstalowaniu na stałe zintegrował się z systemowym powiadamiaczem skutkiem czego każda wiadomość wyświetlana była w systemowym dymku i nijak nie dało się tego wyłączyć? Pomogło twarde unicestwienie tego drugiego, szkoda że do nowego systemu powiadamiania nie daje się narzędzia jego konfiguracji.
Niestety – na razie wróciłem do starego systemu (jak to dobrze móc mieć dwa) tzn. Ubuntu w wersji 8.04. Niech ktoś nie pomyśli, że skreślam ten system. Miałem ostatnio okazję instalować też Windows (zarówno XP jak i nowy 7) – o ile Linuksowi można zarzucić problemy z dźwiękiem, które niestety przydarzyły się nie tylko mi to w przypadku Windows nie ma takich rozbieżności – każdy użytkownik sprawiedliwie dostanie konieczność gehenny instalacji sterowników z płytek (o ile nie zapragnie instalowania Win XP na nowym laptopie z kontrolerem SATA, bo tam w ogóle system powita go wesołym komunikatem o braku dysku twardego i na tym skończy się instalacja), a gdy już zainstaluje sterowniki do karty graficznej, sieciowej, dźwiękowej etc. będzie miał niewątpliwą przyjemność zainstalowania sobie prawdziwej przeglądarki do internetu, kodeków, programów do filmów, muzyki, pakietu biurowego, komunikatora oraz spowalniającego system antywirusa. Jeśli zrobi to w tej właśnie kolejności to ma całkiem realne szanse na złapanie ‘złośliwego oprogramowania’. Życzymy miłego wieczoru (niedoświadczonym użytkownikom nawet kilku wieczorów). Linux zaledwie kilka chwil po zainstalowaniu jest gotowy do pracy (jeśli ktoś nie ma takiego pecha jak ja i nie posypie mu się dźwięk) i posiada chyba wszystko co może być potrzebne do codziennego korzystania (bo zdaję sobie sprawę z faktu, że moja ocena Amarok’a 2 jest subiektywna a komunikator jest jakiś nowy w Ubu 9.10). Chwała mu za to.
Co ten tekst w ogóle ma na celu? Zauważyłem ostatnimi czasy wciąż wiele skrajnych poglądów i opinii – Linuksiarze wyzywają Windowsowców, ci drudzy nie pozostają dłużni (wyśmiewają). Microsoft wprowadził tytuł Ewangelisty (http://dotnet.org.za/kevint/archive/2004/02/24/500.aspx http://msdn.microsoft.com/en-us/bb905079.aspx) co dla mnie osobiście jest śmieszne i kojarzy się raczej z krucjatami krzyżowców i nawracaniem na jedyną właściwą wiarę ogniem i mieczem (tłumaczone z „hakuna matata” – czy ktoś jeszcze pamięta ten filmik?) Przysłowiowa beczka miodu i łyżka dziegciu – nic nie jest idealne, wszystko ma swoje wady i zalety, nie ma co się spinać.
Amerykanie
Chyba najmłodszy naród świata, jednocześnie jeden z najmocniej odczuwających swoją narodową przynależność. Wielka mieszanka ludzi ze wszystkich zakątków świata, którzy mniej niż 300 lat stanowią jedną nację. Jednocześnie wydaje się, że pałają mocniejszym uczuciem do swojego kraju niż narody Europy. Polecieli na księżyc(!), znacznie przyczynili się do wygrania II Wojny Światowej (Normandia wraz z Brytyjczykami), pierwszej o dziwo zresztą też (długa historia), wszystko mają NAJ…
Nie powiem, że wszystko mi się w nich podoba, bo wiele można im zarzucić, ale czego nie można im odmówić to patriotyzmu i determinacji, dzięki której w tak krótkim czasie zbudowali tak wiele, na byle zadupiu (a mają tego baardzo wiele) są drogi lepsze niż w Polsce, jak to wytłumaczyć?
Ty też korzystasz z dobrodziejstw Linuksa :)
Niezaprzeczalnym jest fakt, że serwery *nix’owe (Linux, Unix, myślę, że mimo innej nazwy można z mniejszą lub większą racją dołączyć do tego BSD, z racji zbliżonej konstrukcji czy uwarunkowań historycznych) są nieodłącznym elementem (w gruncie rzeczy podstawą!) współczesnego internetu i bez nich nie byłby możliwy boom informatyczny/internetowy (na którym zbudował swoją potęgę Microsoft). To, że codziennie każdy z nas z nich korzysta z jednej strony jest istotnym faktem na który powinno się zwracać uwagę, z drugiej strony większość ludzi powie “a co mnie to obchodzi” i też nie można im odmówić racji, internet dla nich jest od korzystania, ma działać i tyle.
Chciałbym jednak dzisiaj zwrócić uwagę na jeden ciekawy news z naszego rodzimego podwórka. GaguGadu informuje o nowym jądrze systemu, dzięki któremu wyeliminuje problemy ze słynnymi padami systemu, wygasaniem numerów i w ogóle, jak to teraz ma być zajebiście, a wszystko to dzięki przeniesieniu się na rozproszoną architekturę opartą właśnie o Linuks
Co prawda ja osobiście za gg nie przepadam i uważam, że np. jabber to dużo lepszy system komunikacji, ale z jednej strony sam używam gg (bo w większości przypadkow to jedyny IM którym można się skontaktować ze znajomymi) z drugiej strony trudno odmówić wytrwałości i przebojowości gg – chyba w żadnym innym kraju nie udało się nikomu przegonić MSN’a, Skype’a, Yahoo i innych. Uważam gg za fenomen, któremu chociażby z racji odniesionego sukcesu należy się szacunek.
Może jeszcze doczekam się zmiany regulaminu, bo jak na razie każdy użytkownik Linuksa niestety łamie regulamin, za co grozi natychmiastowe usunięcie konta, bo jedynym dopuszczalnym przez regulamin programem do gg jest natywny klient, ktory działa tylko w systemie Windows
Polecam też ciekawy kawałek prehistorii internetu
Good Morning Denmark
Kilka przebitek z drogi i jedna ze spaceru na miejscu (szum, bo noc już była)




1100 km od domu. Ładnie tu, bardzo fajny kraj, chciałoby się, żeby u nas tak było
Dlatego też sobie i nam wszystkim życzę nie drugiej Irlandii ale drugiej Danii
Vacationz – I has them*
* – pisownia błędna celowo (definicja)
Miałem w tym roku wakacje. Całe 1,5 dnia, ale cóż, bywa. Za rok mam nadzieję, że będzie lepiej. Tak czy inaczej się działo niemało. Fotki jak to fotki z wakacji, nie spodziewajcie się sztuki.

Cudowna maszynka, taka prosta a ile radości

Było łowienie ryb

Oraz łowienia efekty (tzw. TAAKA ryba, została później zamordowana, wypatroszona i skonsumowana)


Profesjonalny barman
Świetne drinki

Początkowo kot twierdził, że nie da nam pościeli…

Ale mamy na takich sposoby
Ochrona wizerunku i danych osobowych – stosujemy

Rano jeszcze spacer nad wodę
I na 15 wracamy do pracy :/ Może zimą uda się załatwić więcej wolnego.
u nas po staremu
Chyba pora zabrać się poważnie do pisania. Na razie na rozrzewkę relacja z domowego zacisza – komu się chce ładnie pozować, a kto ma wszystko w… poważaniu.

‘m not there
Jako, że blog obecnie znajduje się w stanie zawieszenia z braku czasu spowodowanego ilością pracy/nauki zapraszam po aktualności na panel po prawej stronie -> jest tam podpięty Twitter, gdzie wrzucam czasem krótkie informacje.
‘m not there
Dawno nic nie było, a to z powodu, że po prostu ostatnio sobie na jakiś czas odpuściłem focenie, głównie ze względu, że wziąłem się porządnie za programowanie. Myślę, że wkrótce do fotografii wrócę, ale póki co zdrowo czasem sobie zrobić odwyk
Tymczasem zaległe zdjęcia z Gorców, miały być już dawno :/ Ja obecnie siedzę w mieście i najbliższy wyjazd dopiero za miesiąc, ale za to wówczas zacznie się robić wesoło
PS. W sumie tak niedawno to było a tak goddamnit wiele sie pozmieniało od tego czasu, i tu i tam.
1. Relaksik

2. Lokalna fauna

3. …

4. Jedną z rzeczy, które w Gorcach najbardziej lubię to to, że – w odróżnieniu od Tatr – nie trzeba się bać deszczu ani zmroku

5. Po prostu tęcza

6. Babia

7. Powrót do domu

8. Stary dowcip o bacy i drewnie

9. Zachód słońca, Czarna Góra o ile się nie mylę

10. Też Czarna Góra

11. J.w.

12. Friendly neighborhood tax collectors

Rollin’ on the river
Uff, to był ciężki koncert. Z początku pomyślałem sobie, że ta kapela swoje najlepsze lata ma dawno za sobą, bo średnia wieku stoi dość wysoko, ale gdy zaczęli grać okazało się, że szatan nie patrzy na wiek
. Mocne granie i melodyczne riffy w starym stylu, nawiązania do hard-rock-blues’a, dość “klasyczny” wokal tzn. oscylujący gdzieś w okolicach AC/DC czy Deep Purple (czyli dość wysoko śpiewane) ale jednocześnie ostry i szorstki niczym Motörhead. Łezka mi się zakręciła w oku, bo wspomniały mi się lata, gdy ‘jaraliśmy się’ kasetami Acid Drinkers, Illusion czy Body Count. Jednocześnie uświadomiłem sobie bolesną prawdę ile to już lat minęło od tego czasu
Z tymi latami, to akurat marudzę sobie, ale raz na jakiś chyba trochę można
Ogólnie uważam, że Qbek to naprawdę dobra kapela, która naprawdę potrafi ruszyć tłum (co widać na kilku fotkach). Charyzmatyczny wokalista, dobre techniczne granie i styl, który kręci zarówno młodych jak i starszych. Jedyne do czego bym się przyczepił, to mało zaangażowania ze strony sekcji rytmicznej – grają świetnie, ale trzeba się jeszcze trochę ruszać Panowie! Druga sprawa to brak autopromocji – Panowie, może jakaś stronka czy chociaż profil na myspace.com? Na YT raptem dwa filmiki w fatalnej jakości, może przydałby Wam się jakiś menadżer?
Zdjęcia w jakości jak widać – było naprawdę cholernie ciemno, padał deszcz, a jedyna mała lampka na żarówkę wisiała… za plecami wokalisty. Stąd też szumy i poruszenia, ale z drugiej strony wypucowane i śliczne fotki z koncertu rockowego to byłoby jak miód do papryki pepperoni, moim zdaniem niebardzo pasuje. Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się oddać klimat (choć 50mm x crop 1,5 to nie jest to co najbardziej się nadaje do klaustrofobicznego baru, ale na 18mm mam tylko f3,5 a z takim światłem nie poszalejesz – 1,7 ledwie dawało radę).






















zostaw komentarz