Catapultam habeo. Nisi pecuniam omnem mihi dabis, ad caput tuum saxum immane mittam.

O ścieżkach rowerowych, częściach wspólnych zbiorów i zmienianiu świata

Posted in refleksje, tekst by maciejewski on Maj 30, 2009, 12:16

Dowiedziałem się ostatnio ciekawej rzeczy o ścieżce rowerowej, którą codziennie jeżdżę do pracy. Otóż zacząć by należało od zwrócenia uwagi na fakt, że ścieżką rowerową do końca nie jest – wydzielone pasy na jezdni z namalowanymi symbolami rowerów oraz znaki pionowe informujące, że nie jest to ścieżka rowerowa. Jak to możliwe? Ścieżka została wyznaczona bez konsultacji z mieszkańcami, którzy to mieli o ten fakt wielkie pretensje, więc w związku z licznymi protestami „lokalnej społeczności” wycofano się z decyzji i postawiono w.w. znaki. Super. Zastanawia tylko fakt, czemu ci ludzie protestowali przeciwko tym ścieżkom gdy w innych miejscach ludzie urządzają pikiety, żeby wymusić na władzach uruchomienie takich właśnie ścieżek? Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem żeby się domyślić, ze chodzi m.in. o parkowanie aut na ulicy (choć ci ludzie akurat mają tam podwórka, ale pewnie się wjeżdżać nie chce).

Przypomniało mi się wiele tego typu sytuacji – apele o utworzenie obwodnicy (np. słynnej Augustowa), potem protesty mieszkańców okolic, gdzie ta obwodnica miałaby przebiegać, legendarne już narzekanie kierowców na wąską zakopiankę i protesty górali przeciwko jej poszerzaniu, wreszcie protesty ekologów (nie tylko Rospuda) związane z brakiem akceptacji miejsc budowy dróg. Ostatnio w tym samym wydaniu wiadomości miałem okazję oglądać reportaże z miejsc gdzie protestowali zwalniani pracownicy zamykanych fabryk oraz protesty pracowników fabryki samochodów na „F”, którym to w związku z dużym zainteresowaniem samochodami tej marki kazano pracować w niedzielę. O ile jestem za ekologią, to obecnie też zaczyna to zjadać własny ogon – jednocześnie protestuje się przeciwko budowie elektrowni atomowych a w tym samym czasie buntuje się przeciwko planom budowy zalewu i elektrowni wodnej (na terenach, które nie są nawet parkiem krajobrazowym i nie mają wartości ekologicznej większej niż każdy inny las w Polsce). Dziwi fakt, że jedynymi w miarę akceptowanymi przez ekologów elektrowniami są te węglowe, które nota bene najbardziej zatruwają środowisko i są głównymi domniemanymi przyczynami domniemanego efektu cieplarnianego (piszę o domniemaniach, ponieważ nie jestem przekonany co do całej tej afery, były w historii naszej planety zlodowacenia, były też okresy bardzo ciepłe. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale choćby przez nasz kraj kiedyś przewalił się lodowiec a potem się roztopił, nie było tam przecież fabryk).

Podobnie jest niestety z naszą uczciwością, każdy deklaruje, że chciałby żeby w tym kraju było uczciwie a jak postępujemy kiedy nadarza się okazja wszyscy wiedzą. Tłumaczy się, że po wojnie i za komuny tak właśnie trzeba było postępować, ale nikt nie wie ile jeszcze lat będziemy komuną czyścić własne sumienia. 20 lat po wydarzeniach roku 1989 zaczyna mnie to już trochę irytować.

W gruncie rzeczy, to podsumowując przyszła mi na myśl ciekawa teoria – uogólniając: wszyscy chcieliby, żeby wszystko się w tym kraju zmieniło, najlepiej na lepsze. Równocześnie nie zauważamy zmian, które ostatnio miały miejsce (co już jest inną historią), co najgorsze – sami niewiele tych zmian wnosimy. Wychodzi na to, że pojęcie „wszyscy” dla typowego Polaka oznacza „wszyscy oprócz mnie”. Stosując pseudo-matematyczny zapis funkcji wszyscy(ja) = wszyscy-ja gdzie ‚wszyscy’ jest funkcją (przyporządkowaniem), ‚ja’ argumentem a prawa strona jest zbiorem wartości. Jeśli uogólnimy i wyciągniemy część wspólną takiego zbioru dla każdego, to okaże się, że jeśli każdy siebie samego wyklucza ze zbioru wszystkich, to …

wszyscy(wszyscy)= wszyscy-wszyscy=nikt

I myślę, że to poprawny wniosek, bo jeśli każdy czeka aż ktoś inny coś zrobi, to w końcu nikt nie zrobi nic, a przecież tak wiele możemy zrobić, choćby przez zwykłą ludzką uczciwość i uczynność. Żeby np. ten film przestał tak dobrze opisywać naszą mentalność.

Musisz to zobaczyć…

Posted in tekst by maciejewski on Maj 26, 2009, 00:15

… bo przyda się nie tylko jest jest się maniakiem Flickr’a, gdyż ma jeszcze kilka innych zastosowań. Nadaje się np. do przeglądu aktualnych wydarzeń i zdjęć oraz filmików z nimi związanych, jeśli wolisz taki rodzaj akceleracji informacji (od słuchania głupot we wiadomościach i innych faktach). Na pewno warto wspomnieć o opcji filtrowania materiałów wedle kryteriów tematycznych. Mowa o Cooliris. Cooliris to rozszerzenie (plugin) do Firefoksa dający nieco inny sposób przeglądania sieci. Bardzo podobny efekt pojawił się w linuksowym menadżerze okien Compiz’ie a ogólnie wywodzi się gdzieś z Apple’a (makowcy lubią takie świecące szajny-buttons-glow bajery). O ile sama idea wyglądu nie jest niczym nowym to zastosowanie jej do przeglądania sieci jest nowa. Przede wszystkim świetnie nadaje się – jak już wspominałem – do przeglądania Flickr’a Nie trzeba przerzucać stron, po prostu suniemy sobie wzdłuż ściany zoomując co ciekawsze zdjęcia. Jest też moduł przeglądania aktualności, zdjęcia i wideo, takie tam, najlepiej zobaczyć samemu.

O ile sama aplikacja nie jest jakąś nowością (nazywam to aplikacją, gdyż w zasadzie jest samodzielnym tworem, który w gruncie rzeczy mógłby działać niezależnie) to piszę o niej, gdyż niedawno dorobiła się linuksowej wersji (nareszcie). Działa tak samo dobrze i wydajnie jak pod Windows (gdyż angażuje zupełnie ignorowaną do tej pory – poza grami – moc karty graficznej).
Instalacja jest dziecinnie prosta i szybka, a cała aplikacja ma tak banalnie prostą obsługę, że poradziłby sobie z nią średniorozgarnięty (tak, wiem, pisze się osobno, ale czasem lubię inaczej) szympans.

Co tu dużo gadać, po prostu zapraszam do sprawdzenia, naprawdę fajna rzecz. Poza tym im więcej ludzi będzie pobierać i instalować tym większa szansa, że wkrótce będą obsługiwane kolejne serwisy (może i wordpress).

zrzutekranu

mistrzowie tapping’u

Posted in Bez kategorii by maciejewski on Maj 24, 2009, 19:33

Vodpod videos no longer available.

more about "Kotaro Oshio – Merry Christmas Mr. La…", posted with vodpod


Vodpod videos no longer available.

more about "John Butler Trio – Ocean", posted with vodpod

W lekkim nawiązaniu do poprzedniego wpisu, bo pierwszy to kompozycja Pana Sakamoto.

RYUICHI SAKAMOTO – KOKO

Posted in Bez kategorii by maciejewski on Maj 22, 2009, 23:06

Vodpod videos no longer available.

more about "RYUICHI SAKAMOTO – KOKO", posted with vodpod

Nie ma co gadać, trzeba posłuchać

Pentax K-7 sample!!!

Posted in tekst by maciejewski on Maj 20, 2009, 23:46

No i pojawiły się pierwsze informacje, specyfikacje oraz insynuacje. Specyfikacje są dobre, informacje również, sampli mało i małe, ale coś widać. Na pewno mamy 100% krycia w wizjerze (mnie 95% wkurza), na pewno mamy dobrą cenę (ok. 4000zł), na pewno możliwości techniczne co najmniej dorównują konkurencji. Cała reszta to teoria i nie da się jej zweryfikować na podstawie suchych specyfikacji. Jest w sieci kilka sampli, ale małe, choć ISO1600 wydaje się być na nich śliczne niczym z Canon’a 5D (który kosztuje ponad dwa razy więcej). Czy obrazki będą piękne jak powinny? Czy filmiki będą płynne, gładkie i barwne niczym produkcje Vincent’a Laforet’a? Prawda jest taka, że tak czy inaczej dostajemy produkt z górnej półki, pytanie czy środowiska pół- i profesjonalne oraz opiniotwórcze media (portale) zaakceptują nowego gracza na arenie profesjonalnej. To nie są zmagania techniczne a tym bardziej nie są bynajmniej artystyczne – liczy się polityka i socjologia, marketing i populizm. Na razie mamy kilka małych próbek w sieci, moim zdaniem wyglądają co najmniej obiecująco, na większe trzeba poczekać, pewnie do jutra.

Porównanie K-7 z „konkurencją”

Linki:
bez exif’ów: surfdoc.blogspot.com
z exif’ami: digitalcamerareview.com

Filmów z aparatu jeszcze nie widziałem. Do niedawna w ogóle byłem przeciwny możliwościom kręcenia video w lustrzankach, ale pewien osobnik wylał mi kubeł zimnej wody na głowę (tylko krowa nie zmienia poglądów). Nie pomyślałem, że lustrzanka różni się od kamery przede wszystkim obiektywami – te aparatowe mają nieco inną specyfikę, którą można umiejętnie wykorzystać. Zobaczymy jakie będzie video z K-7, na razie zapraszam do filmów z nowego Canon’a 5D w nadziei że z Pentaksa K-7 będą równie dobre – czapki z głów: Vincent Laforet

7 Days, 7 Shoots – Tu trzeba po kliknięciu na Play kliknąć na przycisk ‚HQ’ po prawej stronie paska playera żeby zobaczyć w wysokiej jakości!!!
Vodpod videos no longer available.

more about „Vincent Laforet 7 Days, 7 Shoots – EO…„, posted with vodpod

Making of
Vodpod videos no longer available.

more about „Digital rent fr Vidéo avec Canon EOS …„, posted with vodpod

Tagged with: ,

Z ostatniej chwili

Posted in tekst by maciejewski on Maj 20, 2009, 16:18

Serwery www.pentaximaging.com nie wytrzymały ilości zapytań. Na kilka minut przed końcem odliczania zaczęły strasznie zwalniać, w tym momencie w ogóle nie ma do nich dostępu. Świadczyć to może o skali zainteresowania i skuteczności akcji marketingowej, o której pisałem wczoraj (patrz wpis poniżej) oraz wciąż silnej (i umacniającej się ostatnimi czasy) pozycji producenta na rynku.

W międzyczasie zapraszam do obejrzenia historycznego zestawienia apatów Pentax 1952-2008
klik!

Tagged with: , , , ,

Już jutro (*dziś) nowy Pentax K-7

Posted in refleksje, tekst by maciejewski on Maj 19, 2009, 20:52

Była to chyba najciekawsza – moim zdaniem – kampania reklamowa aparatu ostatnich lat. Zaczęło się od pogłosek i zdjęć, jakichś jakby robionych telefonem sprzed kilku lat. Nic w sumie na nich nie było, ale zamieszanie się zaczęło. Spekulacje, domysły, żarty, ściemy, głuchy telefon. Większość osób nie wierzyło w taką szemraną kampanię i myśleli – włącznie ze mną! – że to w gruncie rzeczy jakaś ściema (inne firmy chwalą się sprzętem jeszcze zanim w ogóle powstanie i wszyscy taką politykę uważają za standard). Potem już oficjalnie – kilka tajemniczych zdjęć (swoją drogą bardzo ładne, niektóre wręcz… artystyczne) i data 20 maja 2009, i ani słowa wcześniej. Co ciekawe w tym wszystkim całe to zamieszanie i niemały jednak rozgłos nie kosztowały producenta zupełnie nic. Trochę mi lżej na duszy gdy wiem, że producent nie wydaje ‚moich’ pieniędzy na głupie reklamy, tak po prostu wolę płacić za produkt anie za marketing. Dzięki temu (porównywalne analogicznie jakościowo) produkty tej firmy są znacznie tańsze (analogiczne jakościowo – t.j. pod względem parametrów). Nie jestem ani sprzętowym onanistą ani firmowym nacjonalistą, nowego aparatu teraz nie kupię bo ten,który mam w zupełności mi wystarcza a nawet śmiem stwierdzić, że nie dorastam do jego możliwości. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na bardzo ciekawą, pomysłową i stylową kampanię – pokazali, że naprawdę da się to zrobić bez nakładów finansowych. Co moim zdaniem również jest godne naśladowania, to że Pentax od 2006 roku wypuścił raptem 3 modele (z czego dwa w dwóch wersjach: K10 i uboższy brat K100, potem K20 analogicznie K200 oraz mała lekka i prosta lustrzanka K-M. Uważam, że te modele prawie w pełni wypełniają możliwości zapotrzebowania, może poza najbardziej doświadczonymi użytkownikami, profesjonalista (ale to taki naprawdę pro), może mieć niedosyt „mocy” i parametrów, mam nadzieję, że K-7 tę lukę wypełni. Analogicznie w przypadku Nikona już dawno straciłem rachubę, nie wiem czym różni się D70 od D70s, D40 od D40s, D90 od D200, teraz jeszcze D3X, D5000, wkrótce chyba zaczną podawać numery modeli w postaci wykładniczej D2*10^7 😀

Jako bonus dorzucę kilka obrazków z kampanii
pentax_k7d_pletyka_02pentax-k-xzrzutekranu-2

Analogicznie dwa obrazki z kampanii nowych lustrzanek Sony. Bez komentarza. Edit: miało być bez komentarza, ale się ktoś zdziwił o co mi chodzi, więc chodzi mi o to, czy aparat ma być narzędziem(czasem instrumentem), które robi zdjęcia, czy chodzi o to, żeby zajebiście z nim wyglądać?

Tagged with: , , , ,

Quo vadis photo? #2

Posted in b&w, photo, refleksje, tekst by maciejewski on Maj 19, 2009, 00:55

Zanim zacznę chciałem podkreślić, że poniższy tekst (jak zawsze) jest tylko subiektywną opinią. Nikt nie musi się z nią zgadzać, krytyka mile widziana, ale oby konstruktywna.

Obiecałem relację z drugiej części tegorocznego Fotofestiwalu. Drugiej części t.j. Grand Prix, wystaw wybieranych przez jakieśtam jury (nie jestem dziennikarzem, nie muszę wiedzieć jakie to znane nazwiska przyznają nagrody i szczerze mówiąc – niebardzo to mnie interesuje). Wchodząc na górę byłem co najmniej podbudowany poziomem programu głównego i naprawdę żywiłem niemałe nadzieje co do nagrodzonych wystaw. Jak to jednak zwykle w życiu bywa – jak wystawisz tyłek, to cię ktoś w niego kopnie. Poziom Grand Prix FF 2009 dla mnie to w gruncie rzeczy szkoda słów. Tak – ktoś powie, że się nie znam na sztuce. Pewnie nie. Takie natomiast moje zdanie, że w tym roku ktoś na górnej półce postawił tanie wino spod lady. Nie wiem jakie były kryteria przyznawania nagród, i czy nie była to czasem ilość wypitego wspólnie alkoholu (chyba z dużą dawką metylowego, bo na wzrok zaszkodził). Mnie te zdjęcia nie tylko nie ruszyły a nawet rozczarowały. I to bardzo. Spodziewałem się czegoś więcej po imprezie kandydującej do miana najpoważniejszej imprezy foto w tym kraju. Główną nagrodę zdobyła jakaś Pani, ktoś powie, że jestem ignorantem, bo jej nazwisko to jakiśtam symbol i co to nie zrobiła wcześniej. Nie obchodzi mnie to za bardzo, bo od wystawy nagrodzonej grand prix oczekuję przede wszystkim poziomu. Jeśli zobaczę coś wartościowego, to z chęcią dowiem się więcej o autorze. Nie musi to być nawet efektowne, byle było ciekawe, w jakiś sposób odkrywcze, indywidualne etc. Tutaj w gruncie rzeczy jedna rzecz rzuciła mi się w oczy – „gudzowatyzm”. Modny jest to styl w tym roku (szczególnie po równie kiepskim WPF i to już nie tylko moje zdanie), jednak tutaj niczym odgrzewany kotlet smakuje nienajlepiej. Nie poruszyło mnie również wyróżnienie drugiej wystawy, choć w gruncie rzeczy była lepsza od głównej nagrody. Poza tym kilka innych wystaw w moim odczuciu bardziej zasługiwało na GP bardziej niż ta, która wygrała. Może za rok będzie lepiej.

Chciałem tylko dodać, że to co myślę o tegorocznym Grand Prix nie zmienia mojego stosunku do Łódź Art Center – cały czas uważam tę organizację za jedną z najlepszych rzeczy jaka mogła się przytrafić Łodzi – dzięki Krzysztofowi Candrowiczowi co roku w okolicach maja Łódź jest na ustach całego światka foto, razem z resztą ludzi LAC robią coś niebywałego (nie tylko w skali naszego skostniałego kraju). Grand Prix traktuję jako wpadkę, a może po prostu ja nie „kumam” tego wypasu :/

Tu jedno ze zdjęć z serii, która zdobyła główną nagrodę. Kto mi powie czym się różni zdjęcie kupy od zdjęcia kupy zrobionego aparatem otworkowym?
1
3

Szacunek dla wolontariuszy wieszających wystawy – naprawdę fajnie to zrobili
2

Fotofestiwal 2009

Posted in refleksje, tekst by maciejewski on Maj 17, 2009, 23:35

W przedostatnim wpisie można przeczytac, jak to zobaczywszy tych wszystkich ludzi z aparatami w EC-1 zacząłem się zastanawiać jaki sens ma fotografowanie, skoro – wydawałoby się – nic nowego w tej kwestii wymyślić nie można a tłumy ludzi z aparatami wszędzie dookoła sprawiają, że nie pozostaje nic innego jak utonąć we wtórności i powielać wciąż te same miejsca, kadry, techniki (bo przecież przysłowiowe „wszystko już było”). Jak się wkrótce przekonałem – nic bardziej mylnego. Po wizycie w EC-1 wybraliśmy się do głównej siedziby Łódź Art Center gdzie odbywa się tegoroczny (ósmy już) Fotofestawial. Muszę przyznać, że program główny zaskoczył mnie chyba najbardziej w historii fotofestiwali, na których zdażyło mi się być. Naprawdę jest co oglądać (do końca miesiąca wciąż można zwiedzać wystawy!) i wniosek, jaki mi się nasuwa po zobaczeniu tych wystaw jest jednoznaczny – fotografia ma się co najmniej dobrze. W przedstawieniu wystaw nie będę hotlinkował obrazków, gdyż nie chcę robić sobie tutaj reklamy czy galerii cudzym kosztem – w każdym opisie jest link do strony FF gdzie można zobaczyć miniaturki zdjęć.

Gdybym miał wymienić te, które zrobiły na mnie największe wrażenie wskazałbym np.  genialny w swojej prostocie (jako pomysł) i jednocześnie w dbałości o szczegóły (wykonania) projekt „Marząc o lataniu” Jana von Holleben’a. W kilku obrazkach autor zawarł jeśli nie całość, to wielką część esencji dzieciństwa. Bez zbędnych ozdób i fotoszopów – wystarczy wejść na drabinę i zmienić nieco perspektywę patrzenia a nagle zmienia się cały świat. Brawa dla Pana Jana!

Dalej np. Erik Boker, który pokazuje, że można zrobić świetną wystawę ze zdjęć najzwyklejszej pasty do zębów – Dysekcje produktów,
Giuseppe Di Bella i Cykl Abu Ghraib (2004/2006) – bardzo intrygujący projekt bezlitośnie obnażający współczesną obojętność ludzi na zło, które dzieje się dookoła.

W podobnej tematyce socjologiczno – politycznej mamy kolejny projekt „Cyrk Nowego Świata” John’a Goto – na pograniczu fotografii i fotomontażu satyra o tematyce współczesnego świata.

Kateřina Držková i Barbora Kleinhamplová z serią zdjęć IKEA – pokoje bardzo pokazowe – tutaj pod linkiem zobaczyć można te zdjęcia, ale nijak nie oddaje to sensu wystawy, bo tego co trzeba na tych miniaturkach po prostu nie widać – chodzi o to, że na tych wszystkich zdjęciach wszystkie meble mają metki z cenami, bo to sklep Ikea. Niestety zdaję sobie sprawę, że napisanie tego nijak nie może się równać z zobaczeniem tego „na żywo” w galerii.

Z ciekawostek należałoby jeszcze zwrócić uwagę na bardziej performance niż fotografię w wykonaniu Midori Mitamury i Masanori Ikedy. „Dziergająca kobieta w kamienicy” to – w mojej opinii – świetna metafora upływu czasu i historii (żeby zrozumieć trzeba przeczytać opis).

Słowem podsumowania powiem, że naprawdę podoba mi się tegoroczny program. Fajnie, że ktoś w fotografii szuka sensu i przekazu a nie tylko megapikseli. Nikogo tu nie obchodzi jaka to marka i model aparatu, jaki matierał, obróbka. Liczy się przekaz, wizja, styl i szczegóły, do tego wszystkiego muszę przyznać, że poszczególne wystawy zostały naprawdę bardzo dobrze wybrane. Może nie wszystkie mi się podobały tak bardzo jak te wymienione, ale całość została zorganizowana naprawdę dobrze. Za ten element tegorocznego FF należy się organizatorom naprawdę bardzo dobra ocena. Do tego było jeszcze kilka lepszych i gorszych prezentacji wideo, szczególnie przypadł mi do gustu miś Panda (a dokładniej dziewczyna w przebraniu misia) tańczący na rurze, naprawdę świetny pokaz z przekazem. Gdyby program główny był całością FF to możnaby śmiało wystawić ocenę końcową i zamknąć temat, ale przecież mamy jeszcze fotografię z wyższej półki, a dokładniej z wyższego piętra czyli (werble) Grand Prix (fanfary). O nich napiszę co nieco w najbliższym czasie.

PS. Dlaczego w mediach i portalach „niby o fotografii” cały czas robi się ludziom pranie mózgu i wmawia, że to aparat jest celem, że lepsze zdjęcia można uzyskać wyłącznie przy użyciu lepszego sprzętu.

Tagged with: , ,

Titus

Posted in photo by maciejewski on Maj 16, 2009, 01:14


Najlepszy – moim zdaniem – fragment z jednego z absolutnie najlepszych – też moim zdaniem – filmów ostatnich 20 lat (spośród tych, które widziałem). Pierwszy dramat William’a Szekspira i – co tu ukrywać – jednen z jego najbardziej krwawych dramatów. Moja ulubiona scena zaczyna się w tym fragmencie ok. 7:09. Wymowa i sposób gry Anthony’ego Hopkins’a do łatwych nie należą, ale jeśli się z nimi przemęczyć tzn. zobaczyć film kilka razy zanim się pojmie ten styl, naprawdę warto! Dla ułatwienia napisy w języku Szekspira

TITUS. O, here I lift this one hand up to heaven,
And bow this feeble ruin to the earth;
If any power pities wretched tears,
To that I call! [To LAVINIA] What, would’st thou kneel with
me?
Do, then, dear heart; for heaven shall hear our prayers,
Or with our sighs we’ll breathe the welkin dim
And stain the sun with fog, as sometime clouds
When they do hug him in their melting bosoms.
MARCUS. O brother, speak with possibility,
And do not break into these deep extremes.
TITUS. Is not my sorrow deep, having no bottom?
Then be my passions bottomless with them.
MARCUS. But yet let reason govern thy lament.

TITUS. If there were reason for these miseries,
Then into limits could I bind my woes.
When heaven doth weep, doth not the earth o’erflow?
If the winds rage, doth not the sea wax mad,
Threat’ning the welkin with his big-swol’n face?
And wilt thou have a reason for this coil?
I am the sea; hark how her sighs do blow.
She is the weeping welkin, I the earth;
Then must my sea be moved with her sighs;
Then must my earth with her continual tears
Become a deluge, overflow’d and drown’d;
For why my bowels cannot hide her woes,
But like a drunkard must I vomit them.
Then give me leave; for losers will have leave
To ease their stomachs with their bitter tongues.

źródło: gutenberg.org
Po naszemu (z napisów do filmu znalezionych w sieci):

Tę rękę, niebo, podnoszę do ciebie,|ku ziemi chylę znękane ciało
i jeśli litość jest jeszcze na ziemi,
do niej wołam.
Chcesz klęknąć ze mną?
Módlmy się razem, niebo nas wysłucha,
albo westchnieniem zamglimy błękit|i mgłą skalamy słońce, jak chmury,
gdy je do swego przytulają łona.
Mów o tym, czego dokonać można|i nie popadaj w otchłani rozpacz.
Czy moje smutki nie są głębokie,|skoro ich dna nie widać?
Niech rozum jednak nimi rządzi.
Jeśliby istniał powód tych nieszczęść,
w granicach mógłbym zamknąć żale.
Gdy niebiosa płaczą,|czy nie ma powodzi?
Gdy szaleją wichry,|morze się nie burzy,
grożąc niebu wzdętych fal gardzielą?
Potrafisz ująć to rozumem?
Ja jestem morzem.|Słyszysz jej westchnienia?
Ona płaczącym jest niebem,|ja ziemią.
Morze wzburza jej westchnienia.
A moja ziemia, od jej ciągłych łez,|przepełni się i utonie.
Moje trzewia nie mieszczą jej żalów|i jak pijak, muszę je wyrzucić.
Więc pozwól mi, przegrani mają prawo|ulżyć żołądkom gorzkimi słowami.