Catapultam habeo. Nisi pecuniam omnem mihi dabis, ad caput tuum saxum immane mittam.

Be car(r)eful – Ekologia supermarketu

Posted in refleksje, tekst by maciejewski on Październik 16, 2010, 22:00

Carrefour Polska jako pierwsza sieć handlowa w kraju wprowadziła torby w 100% biodegradowalne, ulegające procesowi kompostowania do 2 lat, rozkładając się na wodę, dwutlenek węgla i resztki organiczne czyli kompost. Carrefour, jako jedyna sieć w Polsce, zaproponowała takie nowatorskie rozwiązanie.

Za to przy jednych zakupach dostaniesz od nas 9 (dziewięć!) różnych paragonów. Paragony też są przecież bio-degradowalne, a ile drzew się zużywa na ten papier, to już nas nie obchodzi. I co z tego, że nie korzysta pan/i z naszej telefonii komórkowej, kupony na doładowanie kasjerka ma obowiązek wydać, podobnie jak talony na zniżkę 5% jeśli następnym razem nakupisz mięsa za co najmniej 50zł albo słodyczy za 99.

Tagged with: ,

O ścieżkach rowerowych, częściach wspólnych zbiorów i zmienianiu świata

Posted in refleksje, tekst by maciejewski on Maj 30, 2009, 12:16

Dowiedziałem się ostatnio ciekawej rzeczy o ścieżce rowerowej, którą codziennie jeżdżę do pracy. Otóż zacząć by należało od zwrócenia uwagi na fakt, że ścieżką rowerową do końca nie jest – wydzielone pasy na jezdni z namalowanymi symbolami rowerów oraz znaki pionowe informujące, że nie jest to ścieżka rowerowa. Jak to możliwe? Ścieżka została wyznaczona bez konsultacji z mieszkańcami, którzy to mieli o ten fakt wielkie pretensje, więc w związku z licznymi protestami „lokalnej społeczności” wycofano się z decyzji i postawiono w.w. znaki. Super. Zastanawia tylko fakt, czemu ci ludzie protestowali przeciwko tym ścieżkom gdy w innych miejscach ludzie urządzają pikiety, żeby wymusić na władzach uruchomienie takich właśnie ścieżek? Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem żeby się domyślić, ze chodzi m.in. o parkowanie aut na ulicy (choć ci ludzie akurat mają tam podwórka, ale pewnie się wjeżdżać nie chce).

Przypomniało mi się wiele tego typu sytuacji – apele o utworzenie obwodnicy (np. słynnej Augustowa), potem protesty mieszkańców okolic, gdzie ta obwodnica miałaby przebiegać, legendarne już narzekanie kierowców na wąską zakopiankę i protesty górali przeciwko jej poszerzaniu, wreszcie protesty ekologów (nie tylko Rospuda) związane z brakiem akceptacji miejsc budowy dróg. Ostatnio w tym samym wydaniu wiadomości miałem okazję oglądać reportaże z miejsc gdzie protestowali zwalniani pracownicy zamykanych fabryk oraz protesty pracowników fabryki samochodów na „F”, którym to w związku z dużym zainteresowaniem samochodami tej marki kazano pracować w niedzielę. O ile jestem za ekologią, to obecnie też zaczyna to zjadać własny ogon – jednocześnie protestuje się przeciwko budowie elektrowni atomowych a w tym samym czasie buntuje się przeciwko planom budowy zalewu i elektrowni wodnej (na terenach, które nie są nawet parkiem krajobrazowym i nie mają wartości ekologicznej większej niż każdy inny las w Polsce). Dziwi fakt, że jedynymi w miarę akceptowanymi przez ekologów elektrowniami są te węglowe, które nota bene najbardziej zatruwają środowisko i są głównymi domniemanymi przyczynami domniemanego efektu cieplarnianego (piszę o domniemaniach, ponieważ nie jestem przekonany co do całej tej afery, były w historii naszej planety zlodowacenia, były też okresy bardzo ciepłe. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale choćby przez nasz kraj kiedyś przewalił się lodowiec a potem się roztopił, nie było tam przecież fabryk).

Podobnie jest niestety z naszą uczciwością, każdy deklaruje, że chciałby żeby w tym kraju było uczciwie a jak postępujemy kiedy nadarza się okazja wszyscy wiedzą. Tłumaczy się, że po wojnie i za komuny tak właśnie trzeba było postępować, ale nikt nie wie ile jeszcze lat będziemy komuną czyścić własne sumienia. 20 lat po wydarzeniach roku 1989 zaczyna mnie to już trochę irytować.

W gruncie rzeczy, to podsumowując przyszła mi na myśl ciekawa teoria – uogólniając: wszyscy chcieliby, żeby wszystko się w tym kraju zmieniło, najlepiej na lepsze. Równocześnie nie zauważamy zmian, które ostatnio miały miejsce (co już jest inną historią), co najgorsze – sami niewiele tych zmian wnosimy. Wychodzi na to, że pojęcie „wszyscy” dla typowego Polaka oznacza „wszyscy oprócz mnie”. Stosując pseudo-matematyczny zapis funkcji wszyscy(ja) = wszyscy-ja gdzie ‚wszyscy’ jest funkcją (przyporządkowaniem), ‚ja’ argumentem a prawa strona jest zbiorem wartości. Jeśli uogólnimy i wyciągniemy część wspólną takiego zbioru dla każdego, to okaże się, że jeśli każdy siebie samego wyklucza ze zbioru wszystkich, to …

wszyscy(wszyscy)= wszyscy-wszyscy=nikt

I myślę, że to poprawny wniosek, bo jeśli każdy czeka aż ktoś inny coś zrobi, to w końcu nikt nie zrobi nic, a przecież tak wiele możemy zrobić, choćby przez zwykłą ludzką uczciwość i uczynność. Żeby np. ten film przestał tak dobrze opisywać naszą mentalność.