Catapultam habeo. Nisi pecuniam omnem mihi dabis, ad caput tuum saxum immane mittam.

Windows Phone 7 czyli czemu Google i Apple mogą spać spokojnie

Posted in tekst by maciejewski on Luty 23, 2011, 02:17

O Windows Phone mówi się ostatnio sporo. Z jednej strony z racji udanego (nareszcie!) systemu Windows 7 dla komputerów osobistych (acz nie do końca, bo obecnie coraz więcej komputerów osobistych wyposażonych jest w procesory ARM, których Win7 nie obsługuje). Stworzenie systemu, który nadaje się do pracy zajęło Microsoftowi jakieś 20 lat. W międzyczasie procesory Intel zdążyły się zestarzeć i obecnie gdyby nie linia i3/i5/i7 można by mówić, że umarły. Acz jak to rzekł był ponoć Mark Twain: „pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone” więc sprawa nie jest przesądzona, ale do rzeczy – jak zapewne wszyscy wiedzą kilka dni temu Nokia za sprawą swojego dyrektora generalnego (nie wiem czemu wszędzie pcha się skrót CEO) który dla Microsoftu pracował kilka lat ogłosiła porzucenie flagowego Symbiana na rzecz właśnie Windows Phone 7.

O licznych wadach WP7 pisać by długo więc sobie i czytelnikom oszczędzę. Chciałem jednak zwrócić uwagę na inną sprawę, która ostatnio pojawiła się w mediach internetowych na krótką chwilę, wywołała mały „flame war” pomiędzy zwolennikami MS i resztą świata. Dziwne to o tyle, że zazwyczaj nikt się tym nie przejmuje. Chodzi o licencję, a dokładniej Windows® Phone Marketplace APPLICATION PROVIDER AGREEMENT czyli akt prawny, pod którym podpisać się należy jeśli chcemy zamieścić swoją aplikację w sklepie z aplikacjami Windows Phone.

Zamieścić aplikację możemy chcieć jeśli jesteśmy jej autorem i chcielibyśmy zamieścić nasz program tak, aby użytkownicy systemu mogli ją odpłatnie nabyć lub bezpłatnie pobrać.

Jeśli więc chcemy zamieścić aplikację czyli zatwierdzamy Provider Agreement należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy – po pierwsze wszystkie zapisy będą miały moc prawną w kwestii naszej aplikacji i jej egzystencji w sklepie z aplikacjami właściciela, czyli Microsoft. Po drugie i w tym przypadku ważniejsze – wpis ten może mieć wpływ na wszelkie inne aplikacje, które korzystają z tego samego kodu. Współczesne technologie informatyczne coraz częściej dają nam coraz większe możliwości tworzenia elementów uniwersalnych, czyli takich które mogą być stosowane na różnych platformach. Często spotkać można firmy, które te same aplikacje udostępniają na różnych platformach (obecnie np. Android i Apple iOS czy gry na PC i konsole PS3/Xbox). Oczywiście nie jest to w całości ta sama aplikacja, ale nie ma sensu pisać wszystkiego od nowa jeśli można z użyciem różnych narzędzi zmniejszyć sobie ilość pracy poprzez uwspólnienie części kodu i/lub zasobów danych.

A całe to zamieszanie z powodu ciekawego wpisu w w.w. dokumencie. Najpierw definicja „wyłączonej licencji” w punkcie 1.a

“Excluded License” means any license requiring, as a condition of use, modification and/or distribution of the software subject to the license, that the software or other software combined and/or distributed with it be (i) disclosed or distributed in source code form; (ii) licensed for the purpose of making derivative works; or (iii) redistributable at no charge. Excluded Licenses include, but are not limited to the GPLv3 Licenses. For the purpose of this definition, “GPLv3 Licenses” means the GNU General Public License version 3, the GNU Affero General Public License version 3, the GNU Lesser General Public License version 3, and any equivalents to the foregoing.

oraz dalej wykorzystania tejże definicji w punckie 5.e:

The Application must not include software, documentation, or other materials that, in whole or in part, are governed by or subject to an Excluded License, or that would otherwise cause the Application to be subject to the terms of an Excluded License.

źródło: http://create.msdn.com/en-us/home/legal/Windows_Phone_Marketplace_Application_Provider_Agreement

Po polsku: aplikacja nie może zawierać kodu, dokumentacji ani innych materiałów (przypomniały się słynne „inne czasopisma”), które w części bądź całości są regulowane przez Wykluczone Licencje lub w inny sposób powodowałyby że podmiot przestrzegałby Wykluczonych Licencji (tłumaczenie własne).

Wykluczone licencje określone są następująco: dowolna licencja wymagająca jako warunek wykorzystania, modyfikacji i/lub dystrybucji podmiotu licencji (i) ujawnienia bądź rozpowszechniania w postaci kodu źródłowego (ii) takiego samego licencjonowania pochodnych prac* (iii) redystrybucji bez pobierania opłat. Wykluczone Licencje oznaczają licencje GPLv3, ale nie tylko. Do tej definicji należą: GNU Affero General Public License version 3, the GNU Lesser General Public License version 3 oraz odpowiedniki/równoważne do powyższych (również tłumaczenie własne).

Nie jestem specjalistą od prawa, spróbuję podesłać temat Olgierdowi Rudakowi, który dla mnie jest największym autorytetem w dziedzinach prawa i zdrowego rozsądku (których tak w naszym kraju brakuje). Dla mnie jednak znaczy to tyle, że jeśli jakikolwiek element swojej aplikacji publikowało się wcześniej na jakiejkolwiek licencji otwartoźródłowej (które w najprostszej definicji mówią: publikuję kod źródłowy mojej aplikacji, możesz go wykorzystać w swojej aplikacji pod warunkiem, że opublikujesz jej kod na tej samej licencji. Możesz sprzedawać swoją aplikację i usługi z nią związane, ale musisz upublicznić jej kod źródłowy) to nie można tej aplikacji zamieścić w sklepie Microsoft i odwrotnie – jeśli zamieściło się aplikację w Windows Phone Marketplace to nie można żadnego z jej elementów (np. grafiki czy dokumentacji wykorzystanej w wersji gry na inną platformę) opublikować w postaci czegokolwiek co przez prawników Microsoft może zostać uznane za odpowiednik licencji GPL.

Mnie to trochę przeraża i nie zdecydowałbym się na zamieszczenie aplikacji w sklepiku WP7. i chyba nie tylko mnie, bo w czasie gdy Android Market świętuje 150 000 aplikacji w sklepie, Apple mówi o 350 000 aplikacji dla iPhone w sklepie Microsoft prawie rok od powstania systemu znajduje się 49 aplikacji + 24 gry. Wydaje się, że Microsoft chciało zacytować prastare internetowe meme „All your base are belong to us” jednak tym razem coś nie wyszło. Nie mówię, że aplikacji nie przybędzie, pewnie pojawią się z banalnego powodu – licencjami nikt się nie przejmuje bo nikt ich nie czyta. (Powyższy fragment został wykreślony gdyż dane są nieprawdziwe, pomyliłem sklepy gdyż zbyt pochopnie zaufałem wynikom z Google. Mea culpa. W międzyczasie zbiegiem okoliczności akurat dzisiaj Microsoft wydał aktualizację systemu. Polskiej wersji językowej nadal nie ma, opcji kopiuj-wklej również nadal nie ma, co do wielozadaniowości (multitasking – możliwość uruchomienia kilku aplikacji na raz i przełączania między nimi) nie mam danych, za to okazało się, że aktualizacja skutecznie zamienia niektóre modele telefonów w cegły – prosi o restart i telefon się nie włącza. Więcej szczegółów pod tym linkiem (klik) obecne zalecenie Microsoft – nie restartować telefonów, ale ciekawe co zrobić jak padnie bateria. Zapewne w ciągu kilku najbliższych dni wszystkie serwisy będą o tym informować.

* tutaj nie jestem pewny poprawności tłumaczenia, jeśli jest złe proszę mnie poprawić, o ile się nie mylę chodzi o to, że kod aplikacji publikowanych na licencji np. GPL można używać w innych aplikacjach pod warunkiem opublikowania tych na tej samej licencji co aplikacja, której kod się wykorzystało

Reklamy

pieczeń rzymska – o odgrzewanych kotletach i wyważaniu otwartych drzwi

Posted in refleksje, tekst by maciejewski on Luty 14, 2009, 19:41

Nudny wstęp (który postaram się skrócić do absolutnego minimum ale jest konieczny):
Kilka dni temu miałem dość wątpliwą przyjemność zajmować się naprawianiem systemu pewnej znanej wszystkim firmy z Redmond w USA. W wyniku działań (których sens nie jest dla mnie do końca zrozumiały) pewnego pana z pewnej wyspy okazało się, że system operacyjny tego producenta w dziwny sposób nie jest w stanie obsłużyć runtime’u (nie będę rozwijał pojęcia co by nie zanudzać) tegoż producenta i serwera bazy danych też tego samego producenta. Potem nic nie chciało się odinstalować ani zainstalować ponownie żeby działało i musiałem się trochę nagimnastykować żeby to przywrócić do stanu użyteczności. Bajka. Piszę o tym, gdyż w trakcie poszukiwania odpowiednich wersji narzędzi zostałem (kilka razy) poproszony o zainstalowanie nowego produktu tejże firmy – Silverlight, który to miałby odmieć moje życie oferując mi nowe horyzonty dostępu do multimedialnych treści w przeglądarce i na stronach internetowych. Z ciekawości zainstalowałem i zobaczyłem przysłowiowe wyważanie otwartych drzwi – strony internetowe w tej technologii oferują to samo co rozwijana od jakichś 10 lat przez Adobe/Marcomedia technologia Flash. Po co robić produkt robiący to samo co inny? Nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że firma o której mówię (chyba każdy wie o którą chodzi) już od dłuższego czasu ma problem z jedną podstawową rzeczą – innowacyjnością. Złośliwi powiedzą, że od zawsze mieli, ale chodzi mi o przykłady a nie ogólniki.

Adobe Flash jest obecnie chyba najpopularniejszą technologią dostarczania multimediów w internecie. wystarczy wymienić jeden serwis oparty o Flash:Youtube i wszystko jasne, choć możliwości Flash’a są o niebo większe. Wystarczy odwiedzić np. takie serwisy jak Tokyoplastic czy genialne zarówno pod względem wykonania jak i idei Don’t Click IT – serwis, który udowadnia, że da się korzystać z internetu bez klikania. Pięknych stron we Flash’u jest bardzo dużo, chyba każdemu zdarzyło się choć raz zagrać w jakąś mini-grę online. To też flash. Oczywiście cieszy bardzo fakt, że z flash’a można korzystać pod Linuksem. Po co robić to samo pod czterokolorową flagą Microsoft? Nie wiem.

Jakiś czas temu miałem również okazję sprawdzić Microsoft Virtual Earth 3D. Nie ma co ukrywać, że w porównaniu z GoogleEarth wypada totalnie nijako. Google Earth w najnowszej wersji oferuje m.in. możliwość zwiedzania Marsa, dna mórz i oceanów na Ziemi, oraz – już wcześniej – opcję którą szczególnie bardzo lubię – mapę nieba z niezliczoną ilością przepięknych zdjęć z teleskopu Hubble’a z opisami i danymi o gwiazdach, galaktykach i innych kosmicznych ustrojstwach. I do tego działa nie tylko pod Windows. Jaki był sens tworzenia podróbki, która nawet nie dorasta do pięt pierwowzorowi – nie wiem.

Największym sukcesem Microsoft’u, który dał firmie niewyobrażalną wręcz popularność, sławę a Billowi Gatesowi przeogromną fortunę jest oczywiście system Windows. Tutaj przyznam, że – owszem – Windows XP jest bardzo dobry. Prosty, względnie stabilny, dość szybki. Choć ktoś kto widział kiedyś czystą instalację wie jak bezużyteczny jest sam w sobie – po zainstalowaniu nie posiada właściwie nic – brakuje mu sensownych odtwarzaczy filmów, muzyki (oraz kodeków do tychże), pakietu biurowego (można sobie dokupić za 1000zł), zestawu zabezpieczeń, edytora grafiki… etc. Właściwie, to poza nędznym pulpitem wszystkiego mu brakuje, nawet pliku PDF nie otworzy. Nawet sterowników do urządzeń sprzed 5 lat. Nie tak dawno powstała nowa wersja Windows – Vista. Nawet Microsoft twierdzi, że nie był to skukces komercyjny (czytaj: była to totalna porażka).  Obecnie naprędce tworzy się Windows 7, który – co tu dużo ukrywać ma być powrotem do lekkości i stabilności XP. O ile jeśli chodzi o oprogramowanie możemy spodziewać się jak zwykle pustyni to obiecują lekki i odświeżony interfejs, który co tu dużo mówić – wygląda dokładnie jak Linux, tudzież MacOS 🙂 Wystarczy spojrzeć na obrazek (screenshoty oraz połączenie autorstwa Adriana z Ubucentrum.net:

paski-porownanie1W mojej opinii nie ma co ukrywać – kolejna skucha.  Dodatkowo polecam świetny filmik z youtube (poza poczuciem sarkazmu i ironii wymaga również znajomości języka angielskiego)

Do tego dochodzą drobiazgi typu przeglądanie internetu w zakładkach, ogłaszane jako wielką nowość i sukces w październiku 2006 przy wydaniu Internet Explorer 7, które to od prawie dwóch lat było dostępne w Mozilla Firefox (a jeszcze wcześniej chyba w innych przeglądarkach – Netscape i/lub Opera), eksport do PDF w Office 2007 itd.

Jednakże Microsoft nie jest osamotniony w ogłaszaniu jako nowość rzeczy powszechnie znanych – ostatnio n.p. nasze rodzime Gadu-gadu w wersji 8 nareszcie doczekało się sprawdzania pisowni, co – mam nadzieję – będzie lekiem na irytację użytkowników, którzy – tak jak ja – tracą nerwy czytając wiadomości od znajomych Dys’ów (dysortografia, dysgrafia dys… – zaświadczenia  rozdawane obecnie na lewo i prawo).  Nie pamiętam dokładnie od kiedy używam GNU Aspell’a – otwartoźródłowej aplikacji do sprawdzania poprawności wpisywania tekstu. Najstarsze pakiety aspell-pl jakie udało mi się znaleźć pochodzą sprzed prawie czterech lat (!).

Nie tylko w oprogramowaniu można znaleźć takie kwiatki, choćby oferowane obecnie telewizory/monitory LCD/Plasma – te drugie zużywają tak dużo prądu, że Unia Europejska w dobie problemów z cenami i dostępnością energii rozważa możliwość nałożenia restrykcji na ich producentów. Można powiedzieć, że tuż za rogiem czeka technologia OLED – tańsza i łatwiejsza w produkcji, bardzo wyraźnie energooszczędna, oferująca lepszą jakość obrazu posiada same zalety, jednakże jest wyraźnie blokowana przez właściciela patentów (Eastman Kodak) oraz producentów telewizorów starszych typów, którzy wciąż na nich zarabiają. W USA pojawiły się już pierwsze produkty w sklepach, ale cena i dostępność to porażka. Niestety – przyjdzie nam jeszcze trochę na to poczekać.

Czemu miał służyć ten przydługi wywód – chciałem pozwolić sobie zauważyć, że jesteśmy obecnie traktowani przez producentów urządzeń i oprogramowania jak klient komunistycznej restauracji gdzie tytułowa pieczeń rzymska to nic innego jak resztki z poprzednich dni przyrządzone na nowo i serwowane klientom, którzy niebardzo mają możliwość wyboru.

W kwestii oprogramowania sprawa jest dość prosta – przy odrobinie chęci i wiedzy można zaopatrzyć się w darmowy (i nowoczesny) system operacyjny,  zestaw darmowych (i nowoczesnych) aplikacji, które nie dość, że pozwolą nam zaoszczędzić bardzo dużo pieniędzy (pakiet aplikacji pod windows w postaci pakietu biurowego Office, Adobe Photoshop, Antywirus, Firewall itp. to wydatek rzędu kilku tysięcy PLN) to jeszcze dają dostęp do nowoczesnych (i darmowych) technologii i wygodnych narzędzi, które możemy dobierać do naszych potrzeb zarówno przez wybór programów oraz ich konfigurację. Niestety w sprawach sprzętowych nie ma już tak lekko, jedyne co zostaje to czekać aż producenci zdecydują się rzucić coś świeżego, choć można też naprawdę wiele zyskać szukając produktów alternatywnych  producentów. Często można zaoszczędzić koszt promocji znanej marki i kupić dużo taniej produkt o porównywalnych parametrach a nawet kupić lepsze urządzenie znacznie taniej. A przede wszystkim nie ufać bezgranicznie sprzedawcom w sklepach, gdyż wiadomo, że nie zawsze są oni rzetelni oraz uczciwi.