Catapultam habeo. Nisi pecuniam omnem mihi dabis, ad caput tuum saxum immane mittam.

Ubuntu 9.10

Posted in photo by maciejewski on Grudzień 7, 2009, 02:11

EDIT: Ponieważ google kieruje do tego postu coraz więcej ludzi szukających pomocy z problemem z dźwiękiem w pulseaudio w Ubuntu 9.10 podaję odpowiedź – niestety, jedynym znanym mi rozwiązaniem tego problemu jest wymiana karty dźwiękowej, na pewno produkty Creative dobrze się spisują, działał też nienajgorzej zintegrowany układ NVidia, ale przy zmianie głośności nie trzymał stałego poziomu przód/tył. Nie jest to reklama, po prostu u mnie zadziałał Creative,  kartę taką można nabyć w cenie poniżej 50zł, albo zainstalować inny system operacyjny, niestety nie udało mi się skutecznie pozbyć pulseaudio ani zmusić go do poprawnej pracy z kartą CMedia, która i tak była stara i nienajlepiej grała. Choise is yours.

Właściwa treść postu:

Tak, blog świeci pustkami, ostatnio pochłaniają mnie aktywności innego typu, na fotografię niestety czasu brak, ale pewnie prędzej czy później wrócę a na pewno już wkrótce pojawią się spontaniczne inicjatywy. Zasadniczo nie stawiam sobie za cel regularności publikowania zdjęć, bo bieganie z aparatem i językiem do kolan „muszę zrobić fotkę na bloga koniecznie dzisiaj, bo od trzech dni nic nie wrzucałem” sensu moim zdaniem nie ma żadnego. Fotografia musi wynikać z wewnętrznej inspiracji, której chwilowo nie posiadam, zdarza się, nic na siłę.

Tymczasem miałem wątpliwą przyjemność przetestować nowy system Microsoft’u , co prawda była to „zaledwie” wersja RC (release candidate) – czyli kandydat do wydania, powinno być wszystko ok, ale może się coś zdarzyć – tutaj zdarzyło się wiele, za wiele ale w mojej opinii poza dodanymi sterownikami do nowych urządzeń i zmienionym wyglądem nie przynosi on za wiele nowości i ogólnie nie grzeszy użytecznością. Jednak żeby nie być stronniczym – ściągam też wirtualną wersję oficjalnego wydania, może będzie lepiej (<-nie było). Tymczasem na moim dysku pojawiło się najnowsze wydanie Ubuntu. Stary dowcip mówi, że Ubuntu w afrykańskim narzeczu znaczy tyle co „Debian mi nie działa” ale prawda jest taka, że ja używam Ubu gdyż nie chce mi się grzebać w systemie, to po prostu działa i robi to co system operacyjny ma robić – pozwala mi korzystać z internetu, komunikatora, multimediów (muzyka, filmy, obróbka zdjęć etc.)

Instalowanie systemu należy oczywiście zacząć od ściągnięcia instalki, wchodzimy na ubuntu.com (lub ubuntu.pl) wybieramy serwer i czekamy aż 700MB przepchnie się przez łącza. Polskie serwery radzę omijać szerokim łukiem, patriotyzm w tym momencie może być bolesny, u mnie nawet z Uzbekistanu szło szybciej 😦 Polecam natomiast USA czy Niemcy, można nabawić się obrazu instalacyjnego w niecałą godzinę 🙂
Powyższy fragment został napisany miesiąc temu, jak ten czas szybko leci. Miał tu być okraszony obrazkami z instalacji post wychwalający pod niebiosa jakie to Ubuntu jest wspaniałe, acz niestety w moim odczuciu zaczyna się dziać nienajlepiej – spośród różnych dystrybucji Linuksa Ubuntu charakteryzuje się zawsze dużą ilością nowych wersji pakietów w oficjalnym repozytorium. Zaczęło się to chyba (zarówno tendencja do wrzucania nowości do repo jak i w ogóle popularność Ubu oraz wzrost popularności samego Linuksa) gdzieś w okolicy powstania projektu Compiz. We wczesnych wersjach instalacja Compiza nie należała do najprostszych (właściwie kompilacja a nie instalacja) więc potrzebny był system, który posiadałby po zainstalowaniu od razu skompilowanego Compiza. Było to gdzieś bodajże na przełomie 2006-2007. Pamiętam, że sam zainteresowałem się Ubuntu właśnie dlatego, że miało domyślnie skompilowane paczki. Jak sam numer wskazuje w okolicy wersji 0.6 stabilność była taka sobie i na forach była powódź postów typu: „nie działa mi Compiz”, słynny problem ze znikającymi górnymi paskami okien etc. Ale była też powódź nowych użytkowników. Każdy chciał mieć prawdziwy pulpit 3D.

Jak to już od tej pory się utarło, że Ubu ma w repo świeże cuda wianki i tu się właśnie zaczynają schody – Compiza i tak zawsze po 15 minutach zabawy z kostką wyłączam, bo choć piękny, to na dłuższą metę jest (to tylko moja subiektywna opinia) bezużyteczny, natomiast innych nowości pozbyć się już nie tak łatwo – od chwili gdy Pulseaudio zastąpiło starą dobrą Alsę co wydanie na forach są setki (jeśli nie tysiące) tematów „nie działa mi dźwięk”, u mnie dźwięk teoretycznie działa, ale w praktyce nie jest tak kolorowo (raz na kilka minut coś przerywa, trzeszczy itp).z jednej strony podobne problemy miałem wcześniej z WiFi i okazało się, ze wystarczy zmienić kartę na nowszą, bo stara nie jest dobrze obsługiwana (na pewno nie pomaga w tym fakt, że zawsze mam urządzenia dziwnych i dość orientalnych producentów) oraz z kartą graficzną – tu niestety ATI regularnie daje ciała wypuszczając dziwne sterowniki, również wystarczyło zamienić kartę na analogiczny model NVidii – tam jak sięgam pamięcią wstecz gdzieś z 7 lat wstecz sterowniki zawsze były i są wyśmienite.Z drugiej jednak strony z Alsą nigdy nie było problemów, zarówno jakość dźwięku jak i możliwości dodatkowe (np. odtwarzanie z kilku źródeł na raz) były na bardzo wysokim poziomie. Nie potrzebuję faktu, że Pulseaudio ma jakieś cudowne miksery setek kanałów naraz i konfigurowanie urządzeń w locie. Chcę żeby dźwięk po prostu grał. Przełączyłem się na kartę dźwiękową zintegrowaną w płycie głównej, ale tam dla odmiany regulacja głośności powodowała inną zmianę głośności w przednich a inną w tylnych głośnikach i nijak nie było można tego skorygować. Skutkiem czego jak było ściszone, to balans ucieka na tył, zgłośnione – na przód. W starszym Ubu 8.4 problem rozwiązałem deinstalując Pulseaudio i instalując Alsę, ale tutaj po podmianie Pulseaudio na Alsa  system w ogóle nie widział serwera dźwięku. Myślę, że muszę po prostu zmienić kartę na jakąś „normalną” bo ta, którą mam, to jakieś stare cudo. Podczas eksperymentowania z dziesiątkami ustawień i opcji (bo tych akurat nie brakuje, to na plus dla Linuksa) strasznie irytujący stał się fakt, że żeby zmienić rolką głośność od 0 do 100% trzeba się nią dość sporo nakręcić, dawniej wystarczyło ok. 3 razy przesunąć palec po rolce myszy.

Kolejne irytujące fakty to nowy Amarok (2) – dla mnie wersja totalnie nietrafiona, w zamian za jakieś plasmoidalne (patrz wiki:KDE) panele zabrali podstawowe funkcje takie jak np. kolejkowanie a playlista mieści maksymalnie 255 utworów. To na szczęście łatwo rozwiązać instalując wersję 1.4. Brak Pidgina w repozytorium można uzasadnić kwestią gustu (i doinstalować w kilka chwil) ale dlaczego po jego zainstalowaniu na stałe zintegrował się z systemowym powiadamiaczem skutkiem czego każda wiadomość wyświetlana była w systemowym dymku i nijak nie dało się tego wyłączyć? Pomogło twarde unicestwienie tego drugiego, szkoda że do nowego systemu powiadamiania nie daje się narzędzia jego konfiguracji.

Niestety – na razie wróciłem do starego systemu (jak to dobrze móc mieć dwa) tzn. Ubuntu w wersji 8.04. Niech ktoś nie pomyśli, że skreślam ten system. Miałem ostatnio okazję instalować też Windows (zarówno XP jak i nowy 7) – o ile Linuksowi można zarzucić problemy z dźwiękiem, które niestety przydarzyły się nie tylko mi to w przypadku Windows nie ma takich rozbieżności – każdy użytkownik sprawiedliwie dostanie konieczność gehenny instalacji sterowników z płytek (o ile nie zapragnie instalowania Win XP na nowym laptopie z kontrolerem SATA, bo tam w ogóle system powita go wesołym komunikatem o braku dysku twardego i na tym skończy się instalacja), a gdy już zainstaluje sterowniki do karty graficznej, sieciowej, dźwiękowej etc. będzie miał niewątpliwą przyjemność zainstalowania sobie prawdziwej przeglądarki do internetu, kodeków, programów do filmów, muzyki, pakietu biurowego, komunikatora oraz spowalniającego system antywirusa. Jeśli zrobi to w tej właśnie kolejności to ma całkiem realne szanse na złapanie ‚złośliwego oprogramowania’. Życzymy miłego wieczoru (niedoświadczonym użytkownikom nawet kilku wieczorów). Linux zaledwie kilka chwil po zainstalowaniu jest gotowy do pracy (jeśli ktoś nie ma takiego pecha jak ja i nie posypie mu się dźwięk) i posiada chyba wszystko co może być potrzebne do codziennego korzystania (bo zdaję sobie sprawę z faktu, że moja ocena Amarok’a 2 jest subiektywna a komunikator jest jakiś nowy w Ubu 9.10). Chwała mu za to.

Co ten tekst w ogóle ma na celu? Zauważyłem ostatnimi czasy wciąż wiele skrajnych poglądów i opinii – Linuksiarze wyzywają Windowsowców, ci drudzy nie pozostają dłużni (wyśmiewają). Microsoft wprowadził tytuł Ewangelisty (http://dotnet.org.za/kevint/archive/2004/02/24/500.aspx http://msdn.microsoft.com/en-us/bb905079.aspx) co dla mnie osobiście jest śmieszne i kojarzy się raczej z krucjatami krzyżowców i nawracaniem na jedyną właściwą wiarę ogniem i mieczem (tłumaczone z „hakuna matata” – czy ktoś jeszcze pamięta ten filmik?) Przysłowiowa beczka miodu i łyżka dziegciu – nic nie jest idealne, wszystko ma swoje wady i zalety, nie ma co się spinać.

Reklamy
Tagged with:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: