Catapultam habeo. Nisi pecuniam omnem mihi dabis, ad caput tuum saxum immane mittam.

wpadłem w niezły kanał

Posted in refleksje, tekst by maciejewski on Styczeń 14, 2009, 15:05

Nie pamiętam nawet kiedy poznałem potęgę kanałów RSS. To naprawdę świetna sprawa, przynajmniej w teorii. Działa to w ten sposób, że jak trafię np. na interesujący blog, czy jakikolwiek inny serwis, który oferuje swój kanał RSS kopiuję jego adres i subskrybuję w programie, który obsługę takowych kanałów oferuje (np. Thunderbird, bo przy okazji odbiera pocztę i robi milion innych przydatnych rzeczy, można też Firefoksem, Google Reader’em i wieloma innymi). Teraz mogę zapomnieć o serwisie, ale za każdym razem gdy jego autor(-zy) doda(-dzą) jakiś wpis, to wkrótce w moim programie pojawi się o tym informacja, a nawet więcej – jednym kliknięciem będę mógł ten tekst przeczytać i to bezpośrednio w programie pocztowym, bez przechodzenia do przeglądarki. W ten oto sposób mogę łatwo podłączyć sobie kilka, kilkanaście a nawet kilkaset serwisów, które uważam za ciekawe. Zaoszczędzam ogromną ilość czasu, który musiałbym poświęcić na regularne sprawdzanie, czy autorzy tychże wykazali się płodnością twórczą, czy też nie. Siedzę sobie więc przed kompem (a nawet nie muszę, gdyż równie dobrze mogę być gdzieś zupełnie indziej) a program odwala za mnie całą robotę – dostaję garść fotek z wyprawy Bartka Pogody, newsy z fotopolis, obserwuję fotoblogi znajomych oraz zupełnie obcych osób tylko dlatego, że uznałem je za w jakiś sposób ciekawe. Do tego serwisy IT security, inne portale o fotografii, cokolwiek mnie zainteresuje.

Obecnie chyba wszystkie szanujące się serwisy oferują RSS, do blogów dodawane są automatycznie, czy tego sobie autor życzy (wiele osób w ogóle o tym nie wie) czy nie. Gdzie jest haczyk?

Nawet nie zauważyłem gdy ilość wiadomości spływających do worka RSS zaczęła przekraczać moje możliwości czytania. Samo przejrzenie zajmuje niemało czasu. Zasubksrybowanie takiego Slashdot’a (slashdot.org) w ciągu ok. dwóch miesięcy wygenerowało ponad 4000 wiadomości, których nie mam czasu nigdy przeczytać. Portale fotograficzne spamują wszystkie tymi samymi newsami o dziesięciu nowych modelach kompaktów firmy X czy Y (oczywiście każdy w osobnym wątku nawet jeśli różnią się tylko kolorem obudowy i rozmiarem matrycy o 1mpix – jak by to w ogóle robiło jakąkolwiek różnicę). Portale IT na wyścigi informują ile to dwutlenku węgla generuje jedno wyszukiwanie w google tylko po to, żeby następnego dnia równie donośnie informować, że poprzedni wpis to wyssana z palca bzdura. Kilku płodnych fotografów z Flickr’a też potrafi dać czadu z ilością fotek, ale to jeszcze pół biedy, gorzej gdy wypadałoby chociaż rzucić okiem na dłuższe teksty przeróżnej maści. Kolejną rzeczą, którą zauważyłem, to fakt, że świetny na pierwszy rzut oka blog może na dłuższą metę okazać się nieco nudny. Z jednej strony zdarzają się pozycje zbyt osobiste, pełne fotek z imprez i z domu, z drugiej artystyczne na siłę i „poprawne politycznie”. Czasem spotka się kogoś, kto aż do bólu stara się być konsekwentny, chyba w nadziei, że ktoś tę konsekwencję odbierze jako posiadanie swojego własnego stylu – świętego graala fotografii. Niestety i nie tędy droga, konsekwentnie robiąc takie same zdjęcia stają się nudne – własny styl ma ktoś, kto potrafi robić zdjęcia na sto różnych sposobów, a zawsze będą rozpoznawalne, czy tego chce czy nie.

Cytując Afrokolektyw „W poszukiwaniu chleba trafiłem do chlewa”, wiem że powinno być „do chlewu”, ale by się nie rymowało. Tak czy inaczej wszystko jest dobre jeśli używane z umiarem, pora krzyknąć „Basta!” i przeczyścić menadżer kanałów. Trochę szkoda mi będzie niektórych, szczególnie tych, które między stertą śmieci potrafiły zaoferować prawdziwą perełkę wiedzy. Może ich twórcy zrozumieją wkrótce, że jakość serwisu nie zawsze jest równa częstotliwości zamieszczania (nie zawsze sprawdzonych i nie zawsze potrzebnych) wiadomości.

I tak uważam, że RSS to jedna z najmądrzejszych rzeczy jaką wymyślono w internecie i nie wyobrażam sobie życia bez kanałów.

Zawsze powtarzam, że moim zdaniem w fotografii najpierw trzeba się nauczyć jakich zdjęć nie robić (a przynajmniej jakich nie pokazywać), potem dopiero uczyć się jak robić takie, jakie się wie, że by należało robić. Podobnie – będąc w tym gąszczu blogów trochę mi się rozjaśniło co by tu zrobić żeby mój nie utonął i był w jakiś sposób wart przeczytania/zobaczenia właśnie jego. Na razie nie wiem jeszcze jak to zrobić, ale mam nadzieję, że jestem o krok bliżej 🙂

Reklamy
Tagged with: ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: