Pchełek
6 dni, 3 weterynarzy, 150g wagi, karmienie strzykawką w nocy i nad ranem, nawet zastrzyki się musiałem nauczyć robić. Po kształcie nosa i uszu można wnioskować , że kotek miał ponad 4 tygodnie, ważył tyle co dorodne kocię w chwili narodzin (powinien chyba ponad 2x więcej). Odwodniony, zagłodzony, porzucony przez matkę, bo tzw. koci katar sprawił, że gdy go znalazłem myślałem, że kotek już nie ma oczu. Oczka były, ale zaklejone i zaropiałe.
Najmniejszy kot jakiego widziałem w życiu, mieścił się cały na dłoni.
Walczył dzielnie, próbował wstawać choć łapki się chwiały i po 2-3 krokach padał ze zmęczenia. Oczka trzeba było myć rumiankiem co kilka godzin i aplikować krople z antybiotykiem. Próbował jeść, ale gdy już zaczęło się robić lepiej okazało się, że chyba płuca nie dały rady, nie mógł oddychać. Po co o tym piszę? Bo chciałbym podziękować Pani Ewie z lecznicy z ul. Przybyszewskiego w Łodzi i weterynarzom z przychodni dla zwierząt “Gaja i Przyjaciele” z ul. Szadkowskiej w Zduńskiej Woli za to, że w tak beznadziejnej sytuacji nie zrezygnowali. Przynajmniej tych kilka dni mały kotek miał lepszego życia i choć nie udało się, to nie żałuję całego zamieszania.
Dzięki zaangażowaniu weterynarzy z przychodni dla zwierząt “Gaja i Przyjaciele” udało się uratować kolejnego kotka tej samej kotki, który od zaropiałych oczu niechybnie podzieliłby losy brata, a ją samą wysterylizować na koszt miasta (tudzież gminy). Kocia mama czuje się dobrze a mały wkrótce powinien zacząć sam jeść i będziemy szukać dla niego domu (jeśli ktoś chciałby lub zna kogoś kto chciałby przygarnąć śliczną czarno-białą malutką kotkę proszę o kontakt, za kilka dni powinny się tu znaleźć zdjęcia).
u nas po staremu
Chyba pora zabrać się poważnie do pisania. Na razie na rozrzewkę relacja z domowego zacisza – komu się chce ładnie pozować, a kto ma wszystko w… poważaniu.

to się chyba miłość nazywa
Dziś mało artystycznie, mało też politycznie, ot – kotowo ![]()
Raz się biją, raz kochają, jak to w życiu
Pimp my cat
Był taki program, “Pimp my car”, po naszemu “Odpicuj mi furę”. My ostatnio mieliśmy okazję odpicować pewnego malutkiego kotka. Strasznie wychudzony, zabiedzony, trochę zaropiały i troszkę pcheł miał ![]()
Oto krótka historia zamiany kaczątka w łabędzia

Troszku bidny jestem

Zajmij się mną proszę…

Uszka zaraz będą czyste

Profesjonalny zestaw sprzętu do czysczenia małych kotków

To co tygryski lubią najbardziej

Inni w tym czasie czytają sobie gazetę

Już jestem śliczny

Zdziwienie – taaka zmiana?

Teraz można się pobawić w berka

A potem zaliczyć drzemkę na kolanach nowej właścicielki
Pozdrowienia, wyrazy szacunku i uznania dla Pani, która tak pięknie zajęła się kotkiem – jesteś naprawdę wspaniała!
PS. Ogólnie, to jestem chory i chciałem iść spać, ale cały czas ktoś nie daje mi spokoju.
witamy w naszej bajce
Zobaczcie kogo znowu znalazłem w piwnicy, albo raczej kto znalazł mnie… wbiegła na mnie i zaczęła mi się wdrapywać na spodnie. Jest stanowczo za mała żeby mogła sama sobie radzić, ale jest wykarmiona, zadbana, oswojona. Tylko szwy po operacji ktoś zapomniał, że trzeba wyciągnąć, bo się wrastają, ale Pani weterynarz wyskubała. Rozwiesiliśmy po okolicy ogłoszenia, ale nikt się nie odezwał, pewnie małą ktoś wyrzucił (może z okazji 1-ego września – dziecko poszło do szkoły, to nie miał się kto zajmować). Maleństwo mega słodkie i kochane. Iskier biedak nie może się ogarnąć, brzuchem przy podłodze czai się przy ścianach, raczej bardziej się małej boi niż jest zły, jak się zbliży któreś, to fochy, fukanie, prychanie. Ogólnie ubaw po pachy. Zobaczymy co z tego wyniknie, na razie mała jest tylko do niedzieli (ogólnie jak nie my, to będzie miał kto ją wziąć, choć dla mnie to mogłaby zostać). Co do bloga ogólnie, to zdjęć w ogóle mam sporo zrobionych, ale kiepsko z czasem żeby się nimi zająć, szykuję większą produkcję, zobaczymy co i kiedy z tego wyjdzie.







zostaw komentarz