u nas po staremu
Chyba pora zabrać się poważnie do pisania. Na razie na rozrzewkę relacja z domowego zacisza – komu się chce ładnie pozować, a kto ma wszystko w… poważaniu.

to się chyba miłość nazywa
Dziś mało artystycznie, mało też politycznie, ot – kotowo ![]()
Raz się biją, raz kochają, jak to w życiu
zimowe wakacje
Byłem wczoraj na spacerze, wieczorem, przemiły mrozik na -2* to dobra temperatura dla spacerów. Zahaczyłem o koncert WOŚP oraz światełko do nieba. Całkiem miły klimat, przypomniał mi się wyjazd w góry, o którym to miałem napisać po powrocie, ale jakoś przez cały tydzień nie było czasu. Tzn. czasu trochę miałem, ale zeszło mi na posegregowaniu fotek i przygotowaniu kilku na blog. Przyznam się szczerze, że nie przyłożyłem się do tego zbytnio, gdyż w ogóle minęły czasy, gdy godzinami “pucowałem” jedną fotę, żeby wyglądała super. Teraz większość roboty przepuszczam przez automat. Staram się obróbkę upodobnić trochę do procesu wywoływania kliszy, nie poprawiam za wiele poza ogólną korekcją tzw. płaską, czyli jakieś tam kolory, światła/cienie, jasność/kontrast etc. Jak zdjęcie ma być coś warte, to będzie tak czy inaczej.
Co do wyjazdu, to dużo by opowiadać. Jedno wiem, potrzeba mi było tego jak nie wiem co i naprawdę świetnie było. Chciałbym z tego miejsca pozdrowić moich gospodarzy (R. M. W oraz gościnnie K.) i podziękować im za wszystko.
Fotki mało “artystyczne” (cokolwiek by to miało znaczyć), ot – z wakacji. Poza tym w najważniejszych momentach po prostu nie miałem ze sobą aparatu. Po części nie chciałem rozbić na stoku, po części po prostu wolałem się wyluzować niż biegać i focić co się da, po części nie wszędzie się da albo nie zawsze jest sens (sauna). Może jak będę lepiej jeździł, to zacznę zabierać na stok, narazie wolałem nie.
Tyle miałem różnych koncepcji na to co w tym poście napiszę, a teraz pustka w głowie. Chyba pora zacząć używać dyktafonu w telefonie jak się ma jakiś pomysł. Wiem tylko, że pomimo iż dopiero co wróciłem z gór już czekam żeby znów tam jechać.
Zdjęcia dla odmiany w nieco innej kolorystyce, tak bardziej analogowo.
Rzeczy, bez których niestety niebardzo da się jechać gdziekolwiek. Trochę się tego nazbierało.

Taki oto przemiły widok powitał nas na miejscu (szczególnie, że u nas śniegu raczej nie było)

Następnego dnia było jeszcze ładniej

Kolejne smakowite widoczki w drodze na stok

I jeszcze raz, u mnie w mieście takich nie ma

Panoramka

Tutaj tzw. Zła Nowotarska Chmura
Ile razy bym tamtędy nie jechał, zawsze tam tak jest

Wewnątrz chmury – wyrazy współczucia dla mieszkańców okolicy

Kto pamięta tego kotka? Jakiś czas temu był bohaterem jednego wpisu na tym blogu. Jak widać trochę urósł



Na sylwestra był prawdziwy kulig!

Oraz oscypki z grilla i wiele innych atrakcji


W drodze na Słowację przydaje się nawigacja GPS

A to już Tatry od południa

Strasznie rozmazane tam mają drzewa

Wkrótce potem zaczęło strasznie mocno sypać śniegiem, ale co tam – jedną oponę mieliśmy zimową, to jakoś daliśmy radę!




Pimp my cat
Był taki program, “Pimp my car”, po naszemu “Odpicuj mi furę”. My ostatnio mieliśmy okazję odpicować pewnego malutkiego kotka. Strasznie wychudzony, zabiedzony, trochę zaropiały i troszkę pcheł miał ![]()
Oto krótka historia zamiany kaczątka w łabędzia

Troszku bidny jestem

Zajmij się mną proszę…

Uszka zaraz będą czyste

Profesjonalny zestaw sprzętu do czysczenia małych kotków

To co tygryski lubią najbardziej

Inni w tym czasie czytają sobie gazetę

Już jestem śliczny

Zdziwienie – taaka zmiana?

Teraz można się pobawić w berka

A potem zaliczyć drzemkę na kolanach nowej właścicielki
Pozdrowienia, wyrazy szacunku i uznania dla Pani, która tak pięknie zajęła się kotkiem – jesteś naprawdę wspaniała!
PS. Ogólnie, to jestem chory i chciałem iść spać, ale cały czas ktoś nie daje mi spokoju.
witamy w naszej bajce
Zobaczcie kogo znowu znalazłem w piwnicy, albo raczej kto znalazł mnie… wbiegła na mnie i zaczęła mi się wdrapywać na spodnie. Jest stanowczo za mała żeby mogła sama sobie radzić, ale jest wykarmiona, zadbana, oswojona. Tylko szwy po operacji ktoś zapomniał, że trzeba wyciągnąć, bo się wrastają, ale Pani weterynarz wyskubała. Rozwiesiliśmy po okolicy ogłoszenia, ale nikt się nie odezwał, pewnie małą ktoś wyrzucił (może z okazji 1-ego września – dziecko poszło do szkoły, to nie miał się kto zajmować). Maleństwo mega słodkie i kochane. Iskier biedak nie może się ogarnąć, brzuchem przy podłodze czai się przy ścianach, raczej bardziej się małej boi niż jest zły, jak się zbliży któreś, to fochy, fukanie, prychanie. Ogólnie ubaw po pachy. Zobaczymy co z tego wyniknie, na razie mała jest tylko do niedzieli (ogólnie jak nie my, to będzie miał kto ją wziąć, choć dla mnie to mogłaby zostać). Co do bloga ogólnie, to zdjęć w ogóle mam sporo zrobionych, ale kiepsko z czasem żeby się nimi zająć, szykuję większą produkcję, zobaczymy co i kiedy z tego wyjdzie.




zostaw komentarz