Pchełek
6 dni, 3 weterynarzy, 150g wagi, karmienie strzykawką w nocy i nad ranem, nawet zastrzyki się musiałem nauczyć robić. Po kształcie nosa i uszu można wnioskować , że kotek miał ponad 4 tygodnie, ważył tyle co dorodne kocię w chwili narodzin (powinien chyba ponad 2x więcej). Odwodniony, zagłodzony, porzucony przez matkę, bo tzw. koci katar sprawił, że gdy go znalazłem myślałem, że kotek już nie ma oczu. Oczka były, ale zaklejone i zaropiałe.
Najmniejszy kot jakiego widziałem w życiu, mieścił się cały na dłoni.
Walczył dzielnie, próbował wstawać choć łapki się chwiały i po 2-3 krokach padał ze zmęczenia. Oczka trzeba było myć rumiankiem co kilka godzin i aplikować krople z antybiotykiem. Próbował jeść, ale gdy już zaczęło się robić lepiej okazało się, że chyba płuca nie dały rady, nie mógł oddychać. Po co o tym piszę? Bo chciałbym podziękować Pani Ewie z lecznicy z ul. Przybyszewskiego w Łodzi i weterynarzom z przychodni dla zwierząt “Gaja i Przyjaciele” z ul. Szadkowskiej w Zduńskiej Woli za to, że w tak beznadziejnej sytuacji nie zrezygnowali. Przynajmniej tych kilka dni mały kotek miał lepszego życia i choć nie udało się, to nie żałuję całego zamieszania.
Dzięki zaangażowaniu weterynarzy z przychodni dla zwierząt “Gaja i Przyjaciele” udało się uratować kolejnego kotka tej samej kotki, który od zaropiałych oczu niechybnie podzieliłby losy brata, a ją samą wysterylizować na koszt miasta (tudzież gminy). Kocia mama czuje się dobrze a mały wkrótce powinien zacząć sam jeść i będziemy szukać dla niego domu (jeśli ktoś chciałby lub zna kogoś kto chciałby przygarnąć śliczną czarno-białą malutką kotkę proszę o kontakt, za kilka dni powinny się tu znaleźć zdjęcia).
Farewell
W kwietniu 2008 zacząłem pisać ten blog tym wpisem i wszyscy, którzy czasem tutaj zaglądają wiedzą, że Iskier był maskotką i najczęstszym bohaterem wpisów. Nie wiem co by tu więcej napisać poza tym, że wypadałoby zaglądającym tutaj przekazać smutną wiadomość, że Iskiera od jakiegoś czasu już z nami nie ma. Nie mogłem się zebrać do napisania tego wpisu, stąd cisza w ostatnich miesiącach. To ostatnie zdjęcie jakie mu zrobiłem. Cóż, life goes on i żyje się dalej, ale to już nie to samo. Nie uwierzyłbym nigdy jak bardzo można się przywiązać do kota
Kot w worku
Koty ogólnie uwielbiają wszelakiego rodzaju pojemniki – torby, worki, pudełka, plecaki – trzeba to takiego wpakować tyłek i trochę tam posiedzieć, zdrzemnąć się też można. Nie można natomiast odmówić sobie przyjemności wejścia do takowegoż, szczególnie jeśli to nowe jest w sensie, że świeżo się w domu pojawiło.
u nas po staremu
Chyba pora zabrać się poważnie do pisania. Na razie na rozrzewkę relacja z domowego zacisza – komu się chce ładnie pozować, a kto ma wszystko w… poważaniu.

udało się!
W sobotę, wczesnym popołudniem psiak został odebrany przez swoich nowych właścicieli! Bardzo miła rodzinka z dziećmi, dom z podwórkiem (będzie gdzie biegać). Chciałbym podziękować wszystkim za zainteresowanie i pomoc. Sam nie miałem możliwości dotrzeć do wszystkich i zapytać każdego.
Z mojej strony było to ciekawe doświadczenie (tzn. posiadanie psa choć przez chwilę), na pewno wiele uczy, szczególnie cierpliwości i spokoju. Pies to przedziwne stworzenie – w odróżnieniu od kota, który do wszystkiego podchodzi na spokojnie i z dystansem u psów wszystkie uczucia są bardzo mocne i intensywne. Jestem pewien, że ten psiak będzie dobrym przyjacielem, potrzebuje tylko żeby nauczyć go kilku rzeczy – przede wszystkim wytłumaczyć i pokazać czego nie wolno robić :/
Z mojej strony dwie fotki pokazujące skrajne stany emocjonalne tego zwierzęcia.
Pragnienie bliskości:

Samotność:

Pomimo tego całego łobuzowania będzie mi go brakowało
bliskie spotkania trzeciego stopnia
Pies po trochu ma się coraz lepiej, ale atmosfera międzygatunkowa taka sobie – jest zainteresowanie, ale przy bliższym kontakcie kończy się niestety agresją. Aczkolwiek nie można od nich wymagać za wiele – wczoraj w dzień siedziały same w domu i nie pozabijały się nawzajem, myślę, że samo to można uznać za sukces. Dzisiaj tylko była mała awantura, bo mały kot “na bezczela” poszedł wyjadać (10x większemu od siebie) psu jedzenie z miski, czego tamten zdzierżyć nie był w stanie. Cały czas szukamy domu dla psa, u nas po prostu zbyt często nikogo nie ma całymi dniami.
PS. Tak sobie myślę, że tego psa, to może ja jakoś ‘zakląłem’ tym linkiem do zdjęć psich zaprzęgów z ostatniego posta – wrzucam linka z psami i kilka dni później pojawia się jeden w moim domu. LOL 

















zostaw komentarz