Archive for the ‘photo’ Category
przez ulice mego miasta…
Trochę refleksji ostatnio mnie naszło, przejechałem przez kolekcję zdjęć - polecam Google Picasa do tego celu, wciąga na listę wszystko co się ma na dysku tzn. zdjęcia i nagle się okazuje, że straszny mam tu ‘śmietnik’ - mnóstwo zdjęć, które po zrobieniu zostały zostawione same sobie. Jaki sens ma fotografia jeśli mają się te biedne zdjęcia potem kisić na dysku albo pokrywać coraz grubszą warstwą kurzu na płycie CD/DVD? Dlatego też postanawiam trochę posprzątać w tzw. fotograficznej szufladzie. I trochę więcej też pisać. Co ogólnie powinno skutkować większą częstotliwością postów (polecam zasukbskrybować sobie kanał RSS np. przez Mozilla Thunderbird, jeśli ktoś korzysta lub po prostu kliknąć w link:
http://maciejewski.wordpress.com/feed
przy odrobinie szczęścia otworzy się jakiś wygodny czytnik RSS). Dodatkowo naszła mnie refleksja o sztuce w fotografii. Gdzie się ona kończy a gdzie zaczyna. Jedno wiem na pewno jeśli kiedyś dotrę tam, gdzie się zaczyna - na pewno dam znać :) Dla rozluźnienia dość stary acz ciekawy filmik oraz obiecane zdjęcia, które absolutnie photoshopa na oczy nie widziały, jedynie znany z wcześniejszych obiektyw samoróbkę, tutaj we wczesnej facie testów :)




maki sushi
Wszystko miało miejsce dobry miesiąc temu, ale z racji braku czasu relacja pojawia się dopiero teraz. Jakiś czas temu znalazłem w sklepie prasowane algi i postanowiłem zebrać resztę składników i zrobić maki sushi. Na początek kilka słów wstępu o kulturze sushi.
Przepis można łatwo znaleźć w necie, z racji dość późnej godziny nie będę się rozpisywał, zdjęcia za to pokażę. Powiem tylko, że zabawa przednia, smak świetny, klimat wieczoru niepowtarzalny. Polecam!
PS. Wasabi naprawdę wyciska łzy z oczu.








Ok, jest piąta rano, skończyłem szykować zdjęcia i pisać posta, już wkrótce relacja z konsumowania (bo podczas szykowania 1. naprawdę nie było czasu bo ciasto by osiadło, 2. miałem upaćkane ręce) ciasta malinowego, w kolejce jeszcze fotorelacja z festiwalu w Ostródzie i ostatniej wizyty w górach - tak liczę, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy, to chyba z 5 razy już byłem, teraz tylko czekam na śnieg i znów uciekam - dobrze jest mieć tam przyjaciół, u których można się zatrzymać - sweet.
Dobranoc czy dzień dobry?
Tysiąc…
Nawet nie zauważyłem, kiedy blog zaliczył tysiąc wizyt. I to pomimo, iż nigdzie (poza opisem na gg) go nie reklamowałem, widocznie dużo ludzi ma mnie na liście. Nie znaczy to co prawda, że stronę odwiedziło tysiąc osób, ale nie znaczy też, że jedna osoba kliknęła tysiąc razy. Jest to zliczane w jakiś inny sposób, chyba kolejna wizyta tej samej osoby jest rejestrowana dopiero gdy znajdzie się nowy post. A tych akurat niestety nie jest za wiele. Chyba muszę sobie zrobić zakaz robienia zdjęć do czasu aż uporam się z poprzednimi, a tych jest niemało. Obecnie kończę właśnie walczyć z panoramkami z gór - przestrzeń niezbyt chętnie daje się spłaszczyć, szczególnie gdy chcemy na jednej płaszczyźnie upchąć 360 stopni pola widzenia. Ale już właśnie kończę, jakoś to wychodzi, choć ekspozycja pod słońce i w przeciwnym kierunku na jednym zdjęciu to różnica bardzo duża, a parametry muszą być stałe, żeby jakoś to spójnie wyglądało, zresztą sami wkrótce zobaczycie. Póki co jakieś stare zdjęcie - jako życzenia dla mnie samego i podziękowanie dla odwiedzających.

witamy w naszej bajce
Zobaczcie kogo znowu znalazłem w piwnicy, albo raczej kto znalazł mnie… wbiegła na mnie i zaczęła mi się wdrapywać na spodnie. Jest stanowczo za mała żeby mogła sama sobie radzić, ale jest wykarmiona, zadbana, oswojona. Tylko szwy po operacji ktoś zapomniał, że trzeba wyciągnąć, bo się wrastają, ale Pani weterynarz wyskubała. Rozwiesiliśmy po okolicy ogłoszenia, ale nikt się nie odezwał, pewnie małą ktoś wyrzucił (może z okazji 1-ego września - dziecko poszło do szkoły, to nie miał się kto zajmować). Maleństwo mega słodkie i kochane. Iskier biedak nie może się ogarnąć, brzuchem przy podłodze czai się przy ścianach, raczej bardziej się małej boi niż jest zły, jak się zbliży któreś, to fochy, fukanie, prychanie. Ogólnie ubaw po pachy. Zobaczymy co z tego wyniknie, na razie mała jest tylko do niedzieli (ogólnie jak nie my, to będzie miał kto ją wziąć, choć dla mnie to mogłaby zostać). Co do bloga ogólnie, to zdjęć w ogóle mam sporo zrobionych, ale kiepsko z czasem żeby się nimi zająć, szykuję większą produkcję, zobaczymy co i kiedy z tego wyjdzie.

nie mogłem się powstrzymać

Takie drzemkowe popołudniowe. Najbardziej fascynuje mnie jak można mając takie futro w najbardziej upalne dni zamiast szukać chłodnego miejsca wygrzewać się na słońcu.