Szef kuchni poleca: klopsiki z dorsza
Co najlepiej zrobić jak po całym tygodniu pracy ma się wolny wieczór? Oczywiście, ugotować coś. Niestety ostatnimi czasy coraz rzadziej mi się to zdarza, ale staram się mobilizować. Czas w kuchni umilam dobrą muzyką i piwem ![]()
Zdjęcia brzydkie, ale mam ciemno w kuchni i wszystko takie “sine” wygląda a naprawdę nie miałem czasu na szukanie lepszego oświetlenia.

Klopsiki z dorsza, co potrzeba: Dorsz (albo inna ryba), bułka, mąka, cebula, cukinia (bakłażan, albo jakieś inne warzywa tego typu), limonka lub cytryna, pomidory świeże albo dobry przecier, ale nie taki ze słoiczka polski, bo to niebardzo pomidorami smakuje, tylko prawdziwy przecier z pomidorów, ja kupuję w kartonikach jakieś importowane. Różnica kolosalna.

Bułkę namaczamy, i ugniatamy razem z rybą na względnie jednolitą masę – można rękoma, ale chyba lepiej tłuczkiem, z sokiem z cytryny/limonki smak żywszy. Jak za mokre wyjdzie można dodać bułki tartej, formujemy nieduże kulki, obtaczamy w mące (dostałem torebkę mąki żytniej od Babci – jest świetna, obawiam się że nie da się dostać w sklepie, przynajmniej u nas nie ma) smażymy dość krótko. U nas dodajemy przesadnie dużo pietruszki i innych ziół, taka fanaberia.

Cebulę (fajnie dodać trochę świeżego czosnku) szklimy, dodajemy pokrojoną w plastry cukinię – ja obrałem ze skórki, ale chyba lepiej ze skórką i grubsze plasterki. Do tego pomidory, przyprawy(sos sojowy, zioła, trochę soku z limonki/cytryny, ocet winny). Proste i nie wymagające. Jeśli się nie przesoli ani nie przypali, to nie może się nie udać.


To ostatnie zdjęcie zupełnie mi się nie udało, to naprawdę ładnie wyglądało i było smaczne, po prostu spieszyło mi się, żeby zjeść i niebardzo się skupiłem na foceniu :/
maki sushi
Wszystko miało miejsce dobry miesiąc temu, ale z racji braku czasu relacja pojawia się dopiero teraz. Jakiś czas temu znalazłem w sklepie prasowane algi i postanowiłem zebrać resztę składników i zrobić maki sushi. Na początek kilka słów wstępu o kulturze sushi.
Przepis można łatwo znaleźć w necie, z racji dość późnej godziny nie będę się rozpisywał, zdjęcia za to pokażę. Powiem tylko, że zabawa przednia, smak świetny, klimat wieczoru niepowtarzalny. Polecam!
PS. Wasabi naprawdę wyciska łzy z oczu.








Ok, jest piąta rano, skończyłem szykować zdjęcia i pisać posta, już wkrótce relacja z konsumowania (bo podczas szykowania 1. naprawdę nie było czasu bo ciasto by osiadło, 2. miałem upaćkane ręce) ciasta malinowego, w kolejce jeszcze fotorelacja z festiwalu w Ostródzie i ostatniej wizyty w górach – tak liczę, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy, to chyba z 5 razy już byłem, teraz tylko czekam na śnieg i znów uciekam – dobrze jest mieć tam przyjaciół, u których można się zatrzymać – sweet.
Dobranoc czy dzień dobry?