The Cinematic Orchestra w Warszawie
6-ego kwietnia w Polsce zagra The Cinematic Orchestra
Mam od rana dziś dylemat – jechać czy nie jechać. Chyba jednak postaram się pojechać. Jak by nie patrzeć chyba moja najulubieńsza kapela jazzowa, no może na równi ze Skalpelem.
to się chyba miłość nazywa
Dziś mało artystycznie, mało też politycznie, ot – kotowo ![]()
Raz się biją, raz kochają, jak to w życiu
Bara(c)k Obama
Z okazji zaprzysiężenia nowego prezydenta USA.
Barak Obama (oba ma koła, a nawet wszystkie cztery):
A tak na serio, to ja naprawdę wierzę w tego gościa. Nie w to jaki będzie wspaniały, nie w to, jakiego cudu gospodarczego dokona, nie obchodzi mnie to. Mam tylko nadzieję, że skończy się polityczne i militarne wsparcie dla Izraela, że skończy się okupacja Iraku. Nie staję po niczyjej stronie – stoję po stronie pokoju.
Edit: zasugerowano mi, że faktycznie można z tego postu omyłkowo odczytać antysemityzm – chciałbym więc powiedzieć NIE! Gdyby Amerykanie wspierali Palestyńczyków napisałbym, że mam nadzieję, że wkrótce przestaną wspierać Palestyńczyków. Chodzi mi o to, że kogo by nie wspierali w mojej opinii polityka Dżordża Dablju znacznie przyczyniła się do eskalacji wojen. I mam nadzieję, że to się teraz skończy!
na wesoło
Niektórzy po prostu nie wiedzą kiedy przestać
Pozwoliłem sobie podlinkować odcinek komiksu “The Bizarre Cathedral” z serwisu The Free Software Magazine

Validation
Chyba najlepszy, a na pewno jeden z absolutnie najlepszhych filmów na Youtube. 16 minut, ale naprawdę warto poświęcić ten czas na obejrzenie całego. Mnie powalił na ziemię i nie chodzi tu o jakieśtam powiązanie z fotografią, tylko zwykłe relacje ludzi. Gorąco polecam.
abstrakcji nieco – fog without a dog
Wbrew pogoni za megapikselami, wbrew marudzeniu który aparat przesyca czerwienie, a może jednak żółci, wbrew przyglądaniu się która reprodukcja Mieszka I (z banknotu 10 zł) jest lepsza. Bleh, abstrakcji trochę. Myślę, że czasem ludzie zapominają po co jest fotografia. Moja jest dla ekspresji – dziś dla wyrażenia tego jak się czułem na spacerze. Już nawet prawie jasno jest jak kończę pracę, jeszcze tylko trochę i będą zachody słońca. Na razie mgła.
Ktoś powie, że nieostre – racja, ktoś że ciemne – racja, ktoś że przeostrzone albo zs dużo kontrastu, komuś ciemne pół kadru od tilta się nie spodoba – so what?
Obróbka z BATCH’a (hurtem wszystkie, żadne tam pucowanie).







wpadłem w niezły kanał
Nie pamiętam nawet kiedy poznałem potęgę kanałów RSS. To naprawdę świetna sprawa, przynajmniej w teorii. Działa to w ten sposób, że jak trafię np. na interesujący blog, czy jakikolwiek inny serwis, który oferuje swój kanał RSS kopiuję jego adres i subskrybuję w programie, który obsługę takowych kanałów oferuje (np. Thunderbird, bo przy okazji odbiera pocztę i robi milion innych przydatnych rzeczy, można też Firefoksem, Google Reader’em i wieloma innymi). Teraz mogę zapomnieć o serwisie, ale za każdym razem gdy jego autor(-zy) doda(-dzą) jakiś wpis, to wkrótce w moim programie pojawi się o tym informacja, a nawet więcej – jednym kliknięciem będę mógł ten tekst przeczytać i to bezpośrednio w programie pocztowym, bez przechodzenia do przeglądarki. W ten oto sposób mogę łatwo podłączyć sobie kilka, kilkanaście a nawet kilkaset serwisów, które uważam za ciekawe. Zaoszczędzam ogromną ilość czasu, który musiałbym poświęcić na regularne sprawdzanie, czy autorzy tychże wykazali się płodnością twórczą, czy też nie. Siedzę sobie więc przed kompem (a nawet nie muszę, gdyż równie dobrze mogę być gdzieś zupełnie indziej) a program odwala za mnie całą robotę – dostaję garść fotek z wyprawy Bartka Pogody, newsy z fotopolis, obserwuję fotoblogi znajomych oraz zupełnie obcych osób tylko dlatego, że uznałem je za w jakiś sposób ciekawe. Do tego serwisy IT security, inne portale o fotografii, cokolwiek mnie zainteresuje.
Obecnie chyba wszystkie szanujące się serwisy oferują RSS, do blogów dodawane są automatycznie, czy tego sobie autor życzy (wiele osób w ogóle o tym nie wie) czy nie. Gdzie jest haczyk?
Nawet nie zauważyłem gdy ilość wiadomości spływających do worka RSS zaczęła przekraczać moje możliwości czytania. Samo przejrzenie zajmuje niemało czasu. Zasubksrybowanie takiego Slashdot’a (slashdot.org) w ciągu ok. dwóch miesięcy wygenerowało ponad 4000 wiadomości, których nie mam czasu nigdy przeczytać. Portale fotograficzne spamują wszystkie tymi samymi newsami o dziesięciu nowych modelach kompaktów firmy X czy Y (oczywiście każdy w osobnym wątku nawet jeśli różnią się tylko kolorem obudowy i rozmiarem matrycy o 1mpix – jak by to w ogóle robiło jakąkolwiek różnicę). Portale IT na wyścigi informują ile to dwutlenku węgla generuje jedno wyszukiwanie w google tylko po to, żeby następnego dnia równie donośnie informować, że poprzedni wpis to wyssana z palca bzdura. Kilku płodnych fotografów z Flickr’a też potrafi dać czadu z ilością fotek, ale to jeszcze pół biedy, gorzej gdy wypadałoby chociaż rzucić okiem na dłuższe teksty przeróżnej maści. Kolejną rzeczą, którą zauważyłem, to fakt, że świetny na pierwszy rzut oka blog może na dłuższą metę okazać się nieco nudny. Z jednej strony zdarzają się pozycje zbyt osobiste, pełne fotek z imprez i z domu, z drugiej artystyczne na siłę i “poprawne politycznie”. Czasem spotka się kogoś, kto aż do bólu stara się być konsekwentny, chyba w nadziei, że ktoś tę konsekwencję odbierze jako posiadanie swojego własnego stylu – świętego graala fotografii. Niestety i nie tędy droga, konsekwentnie robiąc takie same zdjęcia stają się nudne – własny styl ma ktoś, kto potrafi robić zdjęcia na sto różnych sposobów, a zawsze będą rozpoznawalne, czy tego chce czy nie.
Cytując Afrokolektyw “W poszukiwaniu chleba trafiłem do chlewa”, wiem że powinno być “do chlewu”, ale by się nie rymowało. Tak czy inaczej wszystko jest dobre jeśli używane z umiarem, pora krzyknąć “Basta!” i przeczyścić menadżer kanałów. Trochę szkoda mi będzie niektórych, szczególnie tych, które między stertą śmieci potrafiły zaoferować prawdziwą perełkę wiedzy. Może ich twórcy zrozumieją wkrótce, że jakość serwisu nie zawsze jest równa częstotliwości zamieszczania (nie zawsze sprawdzonych i nie zawsze potrzebnych) wiadomości.
I tak uważam, że RSS to jedna z najmądrzejszych rzeczy jaką wymyślono w internecie i nie wyobrażam sobie życia bez kanałów.
Zawsze powtarzam, że moim zdaniem w fotografii najpierw trzeba się nauczyć jakich zdjęć nie robić (a przynajmniej jakich nie pokazywać), potem dopiero uczyć się jak robić takie, jakie się wie, że by należało robić. Podobnie – będąc w tym gąszczu blogów trochę mi się rozjaśniło co by tu zrobić żeby mój nie utonął i był w jakiś sposób wart przeczytania/zobaczenia właśnie jego. Na razie nie wiem jeszcze jak to zrobić, ale mam nadzieję, że jestem o krok bliżej
zimowe wakacje
Byłem wczoraj na spacerze, wieczorem, przemiły mrozik na -2* to dobra temperatura dla spacerów. Zahaczyłem o koncert WOŚP oraz światełko do nieba. Całkiem miły klimat, przypomniał mi się wyjazd w góry, o którym to miałem napisać po powrocie, ale jakoś przez cały tydzień nie było czasu. Tzn. czasu trochę miałem, ale zeszło mi na posegregowaniu fotek i przygotowaniu kilku na blog. Przyznam się szczerze, że nie przyłożyłem się do tego zbytnio, gdyż w ogóle minęły czasy, gdy godzinami “pucowałem” jedną fotę, żeby wyglądała super. Teraz większość roboty przepuszczam przez automat. Staram się obróbkę upodobnić trochę do procesu wywoływania kliszy, nie poprawiam za wiele poza ogólną korekcją tzw. płaską, czyli jakieś tam kolory, światła/cienie, jasność/kontrast etc. Jak zdjęcie ma być coś warte, to będzie tak czy inaczej.
Co do wyjazdu, to dużo by opowiadać. Jedno wiem, potrzeba mi było tego jak nie wiem co i naprawdę świetnie było. Chciałbym z tego miejsca pozdrowić moich gospodarzy (R. M. W oraz gościnnie K.) i podziękować im za wszystko.
Fotki mało “artystyczne” (cokolwiek by to miało znaczyć), ot – z wakacji. Poza tym w najważniejszych momentach po prostu nie miałem ze sobą aparatu. Po części nie chciałem rozbić na stoku, po części po prostu wolałem się wyluzować niż biegać i focić co się da, po części nie wszędzie się da albo nie zawsze jest sens (sauna). Może jak będę lepiej jeździł, to zacznę zabierać na stok, narazie wolałem nie.
Tyle miałem różnych koncepcji na to co w tym poście napiszę, a teraz pustka w głowie. Chyba pora zacząć używać dyktafonu w telefonie jak się ma jakiś pomysł. Wiem tylko, że pomimo iż dopiero co wróciłem z gór już czekam żeby znów tam jechać.
Zdjęcia dla odmiany w nieco innej kolorystyce, tak bardziej analogowo.
Rzeczy, bez których niestety niebardzo da się jechać gdziekolwiek. Trochę się tego nazbierało.

Taki oto przemiły widok powitał nas na miejscu (szczególnie, że u nas śniegu raczej nie było)

Następnego dnia było jeszcze ładniej

Kolejne smakowite widoczki w drodze na stok

I jeszcze raz, u mnie w mieście takich nie ma

Panoramka

Tutaj tzw. Zła Nowotarska Chmura
Ile razy bym tamtędy nie jechał, zawsze tam tak jest

Wewnątrz chmury – wyrazy współczucia dla mieszkańców okolicy

Kto pamięta tego kotka? Jakiś czas temu był bohaterem jednego wpisu na tym blogu. Jak widać trochę urósł



Na sylwestra był prawdziwy kulig!

Oraz oscypki z grilla i wiele innych atrakcji


W drodze na Słowację przydaje się nawigacja GPS

A to już Tatry od południa

Strasznie rozmazane tam mają drzewa

Wkrótce potem zaczęło strasznie mocno sypać śniegiem, ale co tam – jedną oponę mieliśmy zimową, to jakoś daliśmy radę!



